Medal ocalał bo nie był ze złota

Zygmunt Chychła (1926-2009)To jedna z postaci, które ilustrować mogą to, co ogólnie napisałem we Wstępniaku. Wspaniały sportowiec, pochodzący z Gdańska bokser, dla którego nie było miejsca w socjalistycznej Polsce. Nie pasował jego trudny życiorys, choć przecież pochodził z gdańskiej rodziny, która świadomie wybrała polskość i poniosła tego konsekwencje. W latach siedemdziesiątych wyjechał z Polski na stałe – do Hamburga, gdzie zmarł 22 września 2009 r., w wieku 82 lat. To jeden z tych, których życiorys posłużyć mógłby  jako scenariusz znakomitego filmu. O człowieku, sportowcu, któremu przyszło żyć w strasznych i pokręconych czasach. Jego winą było pochodzenie i służba w czasie wojny w Wehrmachcie, do którego został wcielony w 1944 r. Bez pytania zainteresowanego o zdanie oczywiście. Poddał się do niewoli we Francji, po czym wstąpił do II Korpusu gen. Władysława Andersa, gdzie służył do 1946 r.  Po powrocie do Gdańska kontynuował karierę w Gedanii (1946-1949), gdzie zaczynał karierę w 1938 r. i Kolejarzu (1950-1953).  Powiedzieć, że była to kariera błyskotliwa to nic nie powiedzieć. Trwała zaledwie siedem lat! Stoczył w niej 264 walki, z czego 237 wygrał, 12 zremisował i tylko 15 przegrał. Był czterokrotnym indywidualnym mistrzem Polski (1948-1950, 1952), raz zdobył mistrzostwo w drużynie (z Gedanią) w sezonie 1948/49. Dwa razy triumfował w  mistrzostwach Europy (1951-1953) ale przede wszystkim był mistrzem olimpijskim. Na igrzyskach w Helsinkach w 1952 r. zdobył pierwsze olimpijskie złoto w historii powojennego sportu polskiego. W latach 1951-1952 był wybierany na najlepszego sportowca roku w Polsce, w plebiscycie organizowanym przez Przegląd Sportowy. Jego młodszy kolega i znakomity bokser, Leszek Drogosz wspomina go w ten sposób:

Zyga znakomicie poruszał się na nogach. Potrafił walczyć zarówno w dystansie, jak i w zwarciu. Po prostu kompletny bokser. Był moim idolem. Cieszyłem się, że mogłem zrobić sobie z nim wspólnie zdjęcie. Później, jak już razem wyjeżdżaliśmy na wielkie turnieje czy zgrupowania, zostaliśmy przyjaciółmi. Byliśmy na olimpiadzie w Helsinkach w 1952 roku. Zyga zdobył wtedy złoto, a ja odpadłem w ćwierćfinale. W następnym roku w mistrzostwach Europy w Warszawie obaj stanęliśmy na najwyższym stopniu podium. Ja w wadze lekkopółśredniej, on w półśredniej. Gdyby nie jego gruźlica, na pewno osiągnąłby w sporcie jeszcze więcej. Jego kariera trwała tylko siedem lat i w tym czasie zdobył mistrzostwo olimpijskie oraz dwa złote medale mistrzostw Europy. To niebywałe (http://www.sports.pl/Boks/Leszek-Drogosz-Czarodziej-Ringu,artykul,66021,1,290.html- 6.06. 2011)

Przyszło mu jednak żyć w niezbyt ciekawych powojennych czasach i realiach epoki stalinowskiej. Kiedy wykryto u niego gruźlicę Chychła chciał się wycofać z czynnego uprawiania sportu. Zbliżały się jednak prestiżowe dla Polski mistrzostwa Europy, organizowane w hali Gwardii w Warszawie. Przekonano więc boksera, że jego stan się poprawił, zatajając rzeczywisty stan zaawansowania choroby. Chychła wystąpił i zwyciężył ale choroba wkrótce się odezwała i zakończyła fantastyczną karierę gdańszczanina. Popularny „Zyga” został sam, trochę z własnego wyboru. Taki był, małomówny i skryty a do tego jeszcze zniechęcony do lekarzy. Walczył z gruźlicą sam ponosząc koszty leczenia. Miał już też wówczas na utrzymaniu żonę i trójkę synów. Pracował dorywczo jako trener juniorów w Gedanii, na kolei, w porcie , był porządkowym na torze wyścigów konnych. Zdesperowany trudną sytuacją materialną nasz pierwszy powojenny mistrz olimpijski rozpoczyna starania o wyjazd na emigrację do Niemiec, do brata swojej żony. Za to zostaje zwolniony z klubu, rodzinę także dotykają represje – żona nie awansuje w pracy, syn nie dostaje się do Conradinum. To pogarsza jego sytuację ale utwierdza decyzję. Na szczęście zdrowie dopisuje. Znany reporter radiowy wspominał, że Chychła pojawiał się na meczach w nieistniejącej już hali Stoczni Gdańskiej … boso, manifestując w ten sposób swoje ubóstwo. W 1965-66 był trenerem w MZKS Gdynia – jeden z jego wychowanków wspominał po latach:

Spokojny trener dobry cichy
człowiek skrzywdzony przez Polskę Ludową Robił wszystko aby wychowac młodych
chuliganów i zrobić z nich dobrych ludzi.W większej części się to udało Ja
będąc lokalnym rozrabiaką przystopowałem i za namową Pana Zygmunta wziąłem
się za naukę.Miło wspominam tamte czasy i wspaniałego człowieka (http://forum.gazeta.pl/forum/w,31,101209789,101209789,Zygmunt_Chychla_pierwszy_polski_powojenny_mis_.html – 6. 06. 2011)

Wyjazd doszedł do skutku jesienią 1972 r. W tym właśnie roku jego ukochany klub – Gedania – obchodziła jubileusz 50-lecia klubu. Zygi na nim nie było, co więcej rozpowszechniano opowieść o odmowie wypożyczenia przez niego na okolicznościową wystawę zdobytych trofeów, mi.n. złotego medalu olimpijskiego. Dopowiadano sobie później, że mistrz wszystkie je sprzedał.  Po opublikowaniu przez Tadeusza Olszańskiego w 1984 r. obszernego artykułu o gdańskim bokserze on sam nadesłał sprostowanie:

(…) zawsze czułem i czuję się nadal gdańszczaninem. Może właśnie moje pochodzenie i sytuacja narodowościowa przedwojennego Gdańska wycisnęły na mnie piętno tolerancji. Z tego względu zachowanie języka niemieckiego w Gdańsku było dla mnie i mojej najbliższej rodziny tak samo normalne i naturalne, jak zachowanie polskiego w Hamburgu. (…) Odpowiedź na pańskie pytanie, dlaczego „Gedania” nie wystawiła moich dla Polski zdobytych trofeów sportowych, nie jest co prawda tak dramatyczna, jak w reportażu, ale za to o wiele boleśniejsza. Wywalczone przeze mnie pasy mistrza Europy i medal olimpijski nie był niestety, a może i na szczęście, ze złota, tak że przedstawiały tylko wartość moralną, za którą nie można było wiele kupić (podkreślenie moje – JT). Tylko dlatego przetrwały, w przeciwienństwie do innych nagród, moją chorobę i czas niedostatku. Istniała zatem możliwość ich wystawienia. Mogłem też wziąć udział w uroczystościach jubileuszowych „Gedanii”, bo opuściłem Gdańsk dopiero pod koniec października 1972 roku, zresztą nie jako emigrant, lecz jako przesiedleniec. Prawda jest znów o wiele prostsza. Nikt nie zwrócił się do mnie z prośbą o wypożyczenie trofeów, nie mówiąc już o zaproszeniu na jubileusz…. (T. Olszański, Wyprzedaż. Opowieść o życiu Zygmunta Chychły – http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35635,7127861,Wyprzedaz__O_zyciu_Zygmunta_Chychly.html – 6. 06. 2011)

Jak było naprawdę dziś nie sposób rozstrzygnąć. Pewne jest, o czym czasem mówił, że przez resztę życia towarzyszyła mu samotność. I wspomnienia – to moje sam na sam z medalem.

W 2003 r. Zygmunt Chychła został honorowym obywatelem Gdańska a w ubiegłym roku radni zajęli się nadaniem jego imienia jednej z gdańskich ulic.

Korzystałem m.in. z:

W. Gabis, Zygmunt Chychła (1926-2009) – http://gdansk.naszemiasto.pl/serwisy/odeszli_2009/254113,zygmunt-chychla-1926-2009,id,t.html; A. Gochniewski, T. Stegner, E. Torchała, J. Tuminowski, 75 lat Gedanii, Gdańsk 1997; T. Olszański, Wyprzedaż. Opowieść o życiu Zygmunta Chychły – http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35635,7127861,Wyprzedaz__O_zyciu_Zygmunta_Chychly.html – 6. 06. 2011; http://www.sports.pl/Boks/Leszek-Drogosz-Czarodziej-Ringu,artykul,66021,1,290.html- 6.06. 2011

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Medal ocalał bo nie był ze złota”

  1. […] o zaawansowanej gruźlicy, zatajonej przed bokserem. Historię boksera i jego choroby opisywaliśmy tutaj. Poprzez swoje zakończenie książeczka wpisuje się niestety w nurt literatury zakłamującej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: