Kwidzyńskie konie

Kiedy w Kwidzyniu ładowano do pociągu konie olimpijskiej kadry wyruszającej na Igrzyska do Rzymu, „Volt”oraz „Klarys” i „Krokosz” nie wchodziły po pomoście do wagonu lecz po prostu wskakiwały do środka. Zgromadzeni ludzie uznali to za dobry omen i bili koniom brawo, jakby już na czysto tu, na dworcu w Kwidzyniu, pokonały rzymski parcours. Potem przyszły wieści z Olimpiady, że start nie był taki udany; wszyscy w Kwidzyniu i nie tylko w Kwidzyniu, byli jakiś czas mocno zmartwieni (B. Tomaszewski, Romantyczne mecze)

Opowieść Bohdana Tomaszewskiego związana jest ze zgrupowaniem jakie przed Igrzyskami olimpijskimi w Rzymie (1960) odbyło się w  wielce zasłużonej dla polskiego jeździectwa stadninie koni w Kwidzynie. Opowieść romantyczna, nawet naiwna a zgrupowanie, no cóż, jakich wiele, w dodatku nie przyniosło sukcesów na igrzyskach. Ale okzauje się, że było dość dramatyczne o czym przekonuje inna opowieść – nestora polskich jeźdźców Mariana Kowalczyka:

Zgrupowanie odbywało się w Kwidzyniu, prowadził je mjr Kon, ówczesny znany trener z Grudziądza, jedyny człowiek w Polsce, który znał wyższą szkołę jazdy, jednakże nie przekazał swojej ujeżdżeniowej wiedzy nikomu z ówczesnych jeźdźców. Na 6 miesięcy przed Olimpiadą przydzielono mi zupełnie nowe konie: Empiryka z Bogusławic, Kameruna z Poznania, Wizmę z Poznania. Wszystkie trzy konie nie odnosiły żadnych wcześniejszych sukcesów, nie miały potrzebnego doświadczenia. Natomiast moje konie trafiły do innych rąk: Pregora przydzielono Babireckiemu (któremu rok wcześniej oddałem Volta), Mitrydata dostał zapasowy jeździec z ekipy. Nie był to dla mnie szczęśliwy okres. W ramach próby przed Olimpiadą startowaliśmy na zawodach w Kwidzyniu. Cross postawiony przez mjr Kona był niezwykle ciężki do pokonania. Jedną z trudniejszych przeszkód był okser postawiony na brzegu skarpy. Koń skacząc przez tę przeszkodę widział przed sobą linie drzew, a tuż po skoku lądował na skraju ostrego 50 metrowego zjazdu w dół. Nasze konie nie miały dużego doświadczenia. Moim zdaniem przeszkoda położona na brzegu skarpy była zbyt ryzykowna Powiedziałem wtedy tuż przed konkursem: żebyśmy Olimpiady nie wygrali w domu!. W odpowiedzi usłyszałem, że boję się jechać…. Tę przeszkodę pokonał jedynie A. Orłoś na koniu Krokosz, pochodzącym z Kwidzynia.(koń był wcześniej trenowany na tym terenie i dobrze go znał) Ja natomiast na niedoświadczonym Kamerunie miałem zatrzymanie. Najgorsze było jednak jeszcze przede mną. Pechowa okazała się dla mnie stacjonata postawiona w wąwozie, gdzie wywróciłem się z klaczą Wizma. Upadek skończył się złamaniem i wybiciem lewej ręki. Oznaczało to dla mnie jedno: na dwa miesiące przed Olimpiadą okazało się , że z powodu kontuzji zostaję w kraju.Do dzisiaj zagadką pozostaje dla mnie to dlaczego wybitne konie skoczki zdecydowano się przerabiać na konie wkkw i to na tak krótki czas przed Olimpiadą!!! Oficjalnie powiedziano mi, że Rada Trenerów tak zadecydowała.! W moich czasach wszystkie konie były państwowe, jeździec nie miał nic do powiedzenia, a od decyzji nie przysługiwało żadne odwołanie (http://www.mkowalczyk.cba.pl/historia2.html)


Trudno się zatem dziwić, że na Igrzyskach w zasadzie ponieśliśmy klęskę:

  • M. Babirecki na koniu Volt – VIII miejsce (na zdjęciu)
  • A. Orłoś na koniu Klarys – XVII miejsce
  • M. Rozszczeynialski na Wiźmie – nie ukończył
  • A. Kobyliński na Wolborzu – nie ukończył

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: