Archiwum dla Lipiec, 2011

Pewna reklama – zapomniany klub

Posted in Kluby i drużyny, KS Konradia Gdańsk, Pocztowy Klub Sportowy w Gdańsku on Lipiec 26, 2011 by prussport

Przeglądając książkę Alberta Gochniewskiego „60 lat gdańskiego sportu” znalazłem całostronnicową reklamę Poczty Polskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie zastosowany tam znakomity pomysł przypomnienia pewnego zapomnianego pocztowego klubu i jego poprzedników.

Reklamy

Warkocz na wagę medalu

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Elżbieta Krzesińska, Ludzie, Skok w dal on Lipiec 21, 2011 by prussport

Czasem historie związane z osiąganymi wynikami sportowymi  są równie  niesamowite jak one same. Jedna  z takich związana jest z osobą Elżbiety  Krzesińskiej. Ta wybitna polska lekkoatletka – urodzona w 1934 r. w Warszawie – po wojnie przenosi się wraz z rodziną do Elbląga. Tam właśnie stawia swoje pierwsze sportowe kroki trenując m.in. skok w dal. Jak podkreśla po latach to właśnie Elbląg jest kolebką jej sportowych sukcesów. Po maturze podejmuje studia medyczne w Gdańsku  i tam rozwija swój niezwykły talent. W czasie swojej kariery reprezentuje m.in. pomorskie kluby tj: Spójnia Gdańsk (1949-1956), LKS Sopot (1957-1960), SLA Sopot – Spójnia Gdańsk (1961-1963 ) Trenuje pod okiem swojego przyszłego męża  Andrzeja Krzesińskiego. Debiut olimpijski dla „ Złotej Eli ”  – jak o niej mówiono –   to Igrzyska w roku 1952 w Helsinkach.  Jest do nich świetnie przygotowana i uzyskuje równie dobry rezultat… ale tu zaczyna się niezwykła historia warkocza. W czasie oddawania skoku odchylając głowę długi blond warkocz pozostawia ślad na piasku. Sędziowie przerywają zawody ponieważ nie mają pewności jaki wynik uznać. Ważniejszy jest ślad stóp czy warkocza? Czy warkocz to już głowa? Na ich absurdalną decyzję ma też wpływ protest reprezentacji Węgier, która widać wszelkimi sposobami chce dopomóc swojej reprezentantce Oldze Gyarmati. Ta złota medalistka z Londynu mimo „pomocy”  władz i …sędziów  zajmuje dopiero 10 miejsce. Ostatecznie po naradach sędziowie zaliczają Polce próbę jednak z rezultatem krótszym o… kilkadziesiąt centymetrów. Zamiast pewnego medalu olimpijskiego tylko 12 miejsce.  W kolejnych latach udowadnia jednak swoją przynależność do światowej elity lekkoatletycznej. Startuje na Igrzyskach w Rzymie i Melbourne zdobywając złoty i srebrny medal. Ustanawia także rekord świata i olimpijski w skoku w dal. Sukcesy odnosi  w mistrzostwach  Polski  i Europy.

Warkocz towarzyszy Elżbiecie Krzesińskiej przez całą karierę stając się jednocześnie znakiem rozpoznawczym wyjątkowej mistrzyni znad Wisły.

[M.S]

Jim Thorpe i Roman Korynt, cz. 2

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Ludzie, Piłka nożna, Roman Korynt on Lipiec 19, 2011 by prussport

Roman Korynt nie jest oczywiście tak znany jak opisany Indianin z plemienia Lisów. Znają go głównie kibice gdańskiej Lechii i wybrzeżowej piłki. A jednak dramat, jaki przeżył, choć mało opisywany i znany kibicom, jest porównywalny z przeżyciami Thorpe’a. W 1959 r. kariera piłkarza Lechii sięgała zenitu. Miał 32 lata, znajdował się u szczytu swoich możliwości fizycznych, popartych olbrzymim już doświadczeniem. Oceniano, że był najlepszym środkowym obrońcą w Polsce. Był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski, jej kapitanem nawet w czterech spotkaniach. Na koniec roku miał na końcu 35 spotkań w kadrze. Dziś wydaje się to liczbą niewielką ale wtedy reprezentacja rozgrywała o wiele mniej oficjalnych spotkań niż dzisiaj. W latach 1955-59 kadra rozegrała zaledwie 32 mecze. Korynt zagrał w 31! Udane występy sprawiły, że piłkarz poważnie zaczął myśleć o występie na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 r. Niestety mecz z Izraelem w 1959 okazał się być ostatnim w reprezentacyjnej karierze Romana Korynta. To był też koniec olimpijskich marzeń piłkarza. Kontuzja? Słabsza forma? Nic z tych rzeczy. Został przez kierownictwo PZPN uznany za niegodnego noszenia koszulki z białym orłem i odsunięty od kadry. Za co? Oto w liście do znajomego z Niemiec zawodnik zwierzył się, że za występy w kadrze dostaje wynagrodzenie (za wygrany mecz 300 zł!). Znajomy (Polak, a jakże) sprzedał list jednej z bulwarówek i wkrótce ukazał się artykuł obnażający fikcyjne amatorstwo polskich piłkarzy. W gomułkowskiej Polsce wszyscy sportowcy byli amatorami. Oczywiście tylko oficjalnie, bowiem otrzymywali wynagrodzenie zatrudniani na fikcyjnych często etatach w zakładach pracy, otrzymujący premie za wygrane mecze, zawody czy tytuły, kwitujący pieniądze na tzw. dożywianie. Oficjalnie jednak nie można było o tym mówić i stąd tak radykalne działanie. Był podstawowy zawodnik reprezentacji Polski i … już go nie ma. Bez słowa wyjaśnienia. Na igrzyska do Rzymu pojechał dużo słabszy Władysław Kawula a nasz bohater musiał zadowolić się ligową codziennością. W lidze zresztą był nadal wybijającą się postacią. O ile mi wiadomo nigdy nie został przeproszony a historia ta popada w zapomnienie i coraz częściej w publikacjach odnotowuje się po prostu koniec reprezentacyjnej kariery Korynta. Kulisy wydarzeń, dramatyczne zderzenie z bezdusznym systemem, odchodzi w niepamięć.

W 2009 r., kiedy kończył 80 lat wyprowadził jako kapitan drużynę Lechii do meczu z Lechem Poznań

Korzystałem ze wspaniałej ksiązki M. Andrzejewskiego, Roman Korynt. Legenda gdańskiej „Lechii”, Gdańsk 2004.

Jim Thorpe i Roman Korynt, cz. 1

Posted in Igrzyska olimpijskie, Jim Thorpe, Ludzie, Sztokholm 1912 on Lipiec 17, 2011 by prussport

Różniło ich niemal wszystko. Pochodzili z zupełnie różnych światów, reprezentowali odmienne dyscypliny sportu. Nie znali się. Ale łączy ich przegrana walka i życiowy dramat. Walka z  obsesją sportu amatorskiego, z machiną biurokratyczno-polityczną, która zniszczyła ich dokonania sportowe, dorobek i nie licząc się z niczym wyrzuciła na aut sportu, który ukochali. Dziś wiemy, że były to działania daleko niesprawiedliwe i niesłuszne.

Jim Thorpe (1888-1953), Indianin z plemienia Foksów (Lisów) o wdzięcznym imieniu Wa-Tho-Huck (Błyszczący Ślad). Człowiek stworzony do sportu, skoczny, silny, znakomicie biegający. Absolutny bohater Igrzysk Olimpijskich w Sztokholmie w 1912 r. Zwyciężył bowiem w pięcioboju nowoczesnym (jazda konna, szermierka, strzelania z pistoletu, pływanie na dystansie 300 m i bieg przełajowy na 4 000 m.). Wygrał cztery konkurencje. Jakby tego było mało pokonał także rywali w innym, trudniejszym wieloboju – dziesięcioboju. Rozgrywany był w ciągu trzech dni a Thorpe okazał się najlepszy w aż siedmiu (według innych źródeł w pięciu) dyscyplinach. Zgromadził 8412 punktów, o blisko 700 wyprzedzając następnego rywala. Jego rekord przetrwał 20 lat. Było to tak niesamowite osiągnięcie, że król Szwecji Gustaw V wręczając mu złoty medal wypowiedział pamiętne słowa: „Sir, you are the greatest athlete in the world”. Mówi to wiele o atmosferze tych dni i zachwycie znawcy sportu, jakim był król. Podobnie odpowiedź sportowca pokazuje jego skromność – wykrztusił tylko „Thanks king”. Rok później jednak Thorpe stracił złote medale.

Jak do tego doszło? Otóż Amatorska Unia Atletyczna doszła do wniosku, że zawodnik startował na igrzyskach bezprawnie, ponieważ wcześniej, kiedy w college’u grał w baseball otrzymywał za to 15 $ tygodniowo. Utracił więc prawa amatorskie i w tej sytuacji  nie miał prawa startować w igrzyskach, zgodnie z ideą Coubertina przeznaczonych dla amatorów. Rozgorzała ogólnoświatowa dyskusja, pojawiły się protesty, mistrz olimpijski nie poczuwał się do winy.  Został zdyskwalifikowany a Międzynarodowy Komitet Olimpijski odebrał mu wywalczone medale. Atleta do końca życia nie pogodził się z tym werdyktem i choć osiągnął wspaniałe rezultaty w futbolu amerykańskim to zawsze pamiętał o krzywdzie i odebranych złotych medalach olimpijskich. Jego życie to materiał na wspaniały film – taki został zresztą nakręcony z Burtem Lancasterem w roi głównej. W czasie II wojny światowej na ochotnika wstąpił do Marynarki, pływał w atlantyckich konwojach.

Został zrehabilitowany długo po śmierci – dopiero w 1982 r. MKOl oddał zabrane medale. Cóż jednak z tego? Krzywdy raz wyrządzonej nie można tak po prostu wymazać. Dramat człowiek i wspaniałego zawodnika na zawsze zapisał się w annałach sportu jako przejaw biurokratycznej bezduszności i obsesji amatorstwa, z którym sport olimpijski zmagał się bardzo długo a i dziś te sprawy budzą jeszcze emocje.

Na tle legendarnego Jima Thorpe’a historia Romana Korynta wygląda dużo skromniej. Jest prawie nieznana. Dramat zawodnika był jednak podobny. [c.d.n.]

Korzystałem m.in. z: T. Olszański, Moja osobista historia olimpiad, Warszawa 2004; D. Miller, Historia igrzysk olimpijskich i MKOl, Poznań 2008.

Śląsk vs Gdańsk w 1946

Posted in Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Mecze on Lipiec 10, 2011 by prussport

Tuż po wojnie duże znaczenie dla kontaktów drużyn piłkarskich z różnych regionów kraju miały spotkania towarzyskie. Nie było jeszcze ogólnopolskiej ligi. Rozgrywane one były w różnych konfiguracjach. Regiony i miasta wystawiały swoje reprezentacje lub były to po prostu potyczki klubowe. W 1946 r. doszło do ciekawej konfrontacji Gdańska i Śląska.  Górny Śląsk to była piłkarska potęga, jak napisał kiedyś prof. Marek Andrzejewski (w odniesieniu do lat 50- i 60-tych), wylęgarnia talentów – taka „Argentyna polskiego futbolu” (pozdrowienia dla Czadobloga!).

W maju 1946 gdańska reprezentacja piłkarska wybrała się na mecz do Chorzowa aby zmierzyć swoje siły z ekipą  Śląska. Skład wyglądał następująco: Rzewiński (Rzewnicki?) (Gedania), Lasota (Lechia), Żytniak (Lechia), Komorski (Gedania), Gajewski (Gedania), Nierychło (Lechia), Dziekański (Lechia), Kokot (Lechia), Pochopin (Lechia), Bartolik (Gedania) i Kobylański (Gedania). Mimo towarzyskiego charakteru spotkanie było bardzo zacięte i obfitowało w ostre starcia. Wynik jednak nie pozostawił wątpliwości, kto jest lepszy – 4:1 dla Śląska (honorowy gol Bartolika).

Jesienią tego samego roku (na początku września), przed sezonem 1946/47 w Gdańsku gościła ekipa Polonii Bytom. mecz wywołał duże zainteresowanie publiczności, która zjawiła się w liczbie 5 tys. I tym razem górą byli Ślązacy, którzy wygrali w stosunku 2:0. Skład Lechii: Łoś, Lasota, Nowakowski, Nierychło, Kamzela, H. Kokot, Kupcewicz (Skowroński), Grządziel, Pochopin, A. Kokot, Dziekański.

Warszawskie poszukiwania

Posted in Ludzie, Stanisława Walasiewiczówna, Wystawa 2012 on Lipiec 7, 2011 by prussport

Wystawa urodziła się w naszych głowach i wokół niej wiele rzeczy się „kręciło”. Wciągnęła nas i zafascynowała jednocześnie. Mieliśmy jej wizję. Wiedzieliśmy jakich tematów i jakich ludzi będzie dotyczyła. Nie miała być encyklopedyczną powtórką osiągniętych wyników. Nadszedł więc czas poszukiwań obiektów do wystawy. Wjeżdżając pociągiem do Warszawy za oknem wita nas powstający Stadion Narodowy. Mimo wielu przeciwności z każdym dniem wygląda coraz okazalej. A jak będzie z naszą wystawą? Zaczęliśmy od warszawskiego Muzeum Sportu i Turystyki, które swoją siedzibę ma w Centrum Olimpijskim. Na parterze recepcja. Wjeżdżamy windą do muzeum. Co tam znajdziemy? Czy nasze oczekiwania wobec tego miejsca nie są  zbyt wygórowane? Zaczyna się jednak świetnie. Fantastyczni ludzie, którzy chętnie nam pomagają. Za oknem cudowny widok na Warszawę więc kawa smakuje tym bardziej. Po przewertowaniu zasobów zapełnił się nasz notes z kolejnymi wpisami. Nie myśleliśmy,że wyjazd będzie tak owocny. Zaskoczenie nasze dotyczyło zwłaszcza sportu obozowego. Zarówno obiekty jak i zdjęcia wpisały się w naszą ideę wystawy.

Stanisława Walasiewiczówna. Ostatni raz odwiedziła Polskę w 1977 r. przekazując jednocześnie wiele pamiątek związanych ze sportem… i nie tylko. I to właśnie będzie interesującym elementem wystawy. Pokazanie ludzi jakimi byli nie tylko na sportowych arenach lecz także poza nimi. Paszport, wizytówki, pamiątkowy wpis będą równie ciekawe co wyjątkowej urody dyplom, medale czy sportowe buty.

Wychodząc mijamy w holu Irenę Szewińską. Wcześniej widziana  przez nas tylko w telewizji. Z tego też się cieszymy…

Ruch turnerski i pierwsze gdańskie boiska oraz stadiony

Posted in Boiska i stadiony, Obiekty w Gdańsku on Lipiec 4, 2011 by prussport

Wspominaliśmy już w tym miejscu o początkach piłki nożnej w mieście nad Motławą po II wonie światowej. Początki zawsze pobudzają wyobraźnię. W Gdańsku pierwszą halę gimnastyczną dla młodzieży zbudowano najprawdopodobniej w 1875 r. Stanęła na Starym Przedmieściu, między Żabim Krukiem a Rzeźnicką. W 1899 r. w okolicach dzisiejszego Placu Zebrań Ludowych urządzono boisko dla gimnazjalistów. W 1911 r.  przy ul. Smoluchowskiego (Feldweg – w miejscu dzisiejszego szpitala zakaźnego) oddano do użytku następny plac do ćwiczeń, któremu nadano imię nadburmistrza Gdańska Heinricha Ehlersa. Ta ostatnia nie została wybrana przypadkowo. Otwierając plac sportowy uczczono stulecie wydarzenia, które stało się kamieniem milowym w rozwoju wychowania fizycznego. W 1811 r. w Hasenheide koło Berlina Friedrich Ludwig Jahn (1778-1852) utworzył pierwsze boisko do ćwiczeń, zwane Turnplatz (od niemieckiego „Turnen” – gimnastyka). Miało ono stanowić ośrodek wychowania młodzieży niemieckiej w duchu starogermańskim. Młodzież spędzała tam na wspólnych ćwiczeniach dwa popołudnia tygodniowo (środy i soboty). Jednolicie ubrana w lniane stroje, odżywiała się jedynie chlebem i wodą. Młodzi ludzie nosili odznaki  na których wyryte były daty bitew w lasach teutoburskich oraz pierwszego i ostatniego turnieju rycerskiego rozegranego w Niemczech. To surowe wychowanie miało być początkiem odrodzenia narodu niemieckiego, który zdaniem Jahna daleko odszedł od dawnych tradycji.

Idee turnerstwa niemieckiego trafiły na podatny grunt i w Niemczech zaczęły powstawać podobne ośrodki wzorujące się na Hasenheide. Trafiły także do Prus, choć akurat w Gdańsku z dość dużym opóźnieniem. Założyciel ruchu zyskał bardzo dużą popularność i przydomek „Turnvater” choć ruch miał jednoznacznie nacjonalistyczną twarz. Twórca ruchu i jego następcy pragnęli mieć wyłączność na organizowanie sportowej aktywności młodzieży niemieckiej dlatego niechętnie patrzyli na rozwój klubów i stowarzyszeń sportowych w samych Niemczech oraz na arenie międzynarodowej.  Sprzeciw wobec idei odradzających się igrzysk olimpijskich skazał cały ruch na marginalizację.

A w Gdańsku? Po epoce boisk zaczęto budować prawdziwe stadiony. Stało si to jednak dopiero w okresie Wolnego Miasta. Pierwszym był dzisiejszy stadion GKS Wybrzeże, który powstał w 1925 r. na miejscu dawnego bastionu „Wół”. Stanowił on część zajmującego 7 ha kompleksu złożonego z boiska do piłki ręcznej, kortów tenisowych, placów ćwiczebnych, hali gimnastycznej, przebieralni oraz szopy dla szermierzy. W tym samym roku powstał stadion na rogu ulic Kościuszki (Magdeburger Ring) i Legionów (Heeresanger), przekazany gdańskiej Polonii. A w 1927 r. powstał najbardziej znany i najpiękniej położony stadion przy Michaelsweg czyli dzisiejszej ulicy Traugutta.

Korzystałem z:A. Januszajtis, Gdańskie stadiony, Gazeta Wyborcza Trójmiasto z 3. 06. 2011; R. Wroczyński, Powszechne dzieje wychowania fizycznego i sportu, Wrocław 2003.

%d blogerów lubi to: