Archiwum dla Wrzesień, 2011

Wir Sportler kämpfen für Frieden und Sozialismus

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Lechia Gdańsk, Piłka nożna on Wrzesień 30, 2011 by prussport

Każda drużyna ma w swojej historii chwalebne i wstydliwe momenty. W minionym (niesłusznym) okresie sport związany był mocno z polityką, czy jak to się dzisiaj ładnie mówi i pisze: służył reżimowi. Nie inaczej było również na na Pomorzu a lustracją niech będzie jeden tylko malutki epizod – mecz rozegrany 23 czerwca 1973 r. w nieistniejącym już kraju, zwanym NRD. W meczu tym Lechia Gdańsk zmierzyła się z mało znanym zespołem BSG Chemie/Glas Ilmenau. Może mniej istotny jest wynik: padł remis 2:2. Wprawdzie Lechia wyrównała w ostatniej chwili: 88 min. Nowak i 89. – Korgut ale miejscowa gazeta oceniła wynik jako sprawiedliwy. Nie mogło być inaczej, bowiem jak napisano na afiszu zapraszającym na mecz: „Wir Sportler kämpfen für Frieden und Sozialismus”. Afisz obejrzeć można na Twitterze. Co ciekawe Lechia zamieniła się tam w Legię Gdańsk 🙂

Dziś żyjemy w nowym ustroju politycznym. Nasze drużyny związane są nie tylko z polityką ale też z „byznesem”. Tylko idei jakby brakuje, nikt nie walczy o pokój 😦

Reklamy

Hindenburg – Gedania

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Hindenburg Allenstein, KS Gedania, Piłka nożna on Wrzesień 26, 2011 by prussport

Historia sportu ma jednak pecha. Przygotowując wystawę, przekopując archiwa i publikacje co chwila można się przekonać jak niewiele wiemy o przeszłości. Trudno ustalić podstawowe fakty a na wszystko nakłada się jeszcze ideologia „dorabiana” później.  Weźmy słynny mecz rozegrany w Olsztynie: SV Hindenburg Allenstein – Gedania Gdańsk. Mecz miał miejsce … no właśnie, kiedy? W sezonie 1931/32 (T. Stegner) czy w 1937 r. (J. Gebert). Był to mecz decydujący o … mistrzostwo Gau (okręgu) jak chce Stegner czy mistrzostwo Prus Wschodnich, jak pisze Gebert. Trudno znaleźć ten mecz w oficjalnych rejestrach a przecież był tak ważny. Może nie ze sportowego punktu widzenia ale narodowego. Oto niemiecka, wojskowa drużyna grała z polskimi kolejarzami. Gdańską drużynę już na dworcu kolejowym przywitała olsztyńska Polonia z Sewerynem Pieniężnym, redaktorem „Gazety Olsztyńskiej”. To było prawdziwe starcie Polska-Niemcy, który J. Gebert w 1970 r. opisał w sposób wielce znaczący: „Kierownik drużyny czuł, jak udziela mu się od jego chłopców bojowy, wręcz husarski nastrój. W takim nastroju musiał być Jagiełło pod Grunwaldem, kiedy puszczał do boju przeciwko krzyżackiej zarazie wyborowe wyborowe hufce polskiego rycerstwa”. Prawda, że piękne? Niemcy, którzy mieli na ten mecz ściągnąć wszystkich najlepszych piłkarzy z terenu Rzeszy, odbywających wtedy służbę wojskową nie wytrzymali ataków Gedanii i ku radości polskiej publiczności przegrali 0:2. Wspomniany redaktor Pieniężny miał powiedzieć: „Nikt dotychczas nie potrafił rozsławić polskości i podnieść nas na duchu w takim stopniu, jak to czyni „Gedania”.

Niestety nic pewnego o tym meczu nie udało mi się znaleźć. W gdańskiej drużynie grali m.in. Jan Potrykus, Bolesław Szramke, Gerard Tischbein, Leon Keller, Witold Kurowski, bracia Fallow, Klemens Borus. Kierownikiem drużyny był Roman Wyrobek. A przeciwnicy – Polakożercy z Olsztyna? Według Geberta miał tej drużynie grać reprezentant Niemiec – Goede (zapewne pomocnik Erich Geode). Patrząc na odnaleziony skład Hindenburga z sezonu 1936/37 i polskie nazwiska, można zwątpić w tak mocno zarysowany w opisach narodowy kontekst meczu: Glowka, Kaminski, Makuschewitz, Janz, Majewski; Goede, Heidinger, Westphal; Lützow, Michalzyk, Glienicke, Kisielnicki, Blume, Kopitzke. W

W sezonie tym Hindenburg zwyciężył w okręgu olsztynśkim (Bezirkklasse) a Gedania była druga w gdańskim. Obydwie drużyny spotkały się w rundzie następnej, w Grupie A, gdzie Gedania była trzecia z 6 punktami a Hindenburg (12 punktów)- pierwszy. Stracił tylko dwa punkty, więc może właśnie z Gedanią? Po finale z Yorck Boyen Insterburg (0:0; 7:0) Hindenburg Allenstein zdobył mistrzostwo. Czyżby więc opiewane przez autorów zwycięstwo było tylko zwykłym meczem grupowym? Czas już chyba ostatecznie rozwiązać tą i inne sportowe zagadki z przeszłości.

Szkoła

Posted in BOP Baltia Gdańsk, Dyscypliny i konkurencje, Eugenia Rusin-Ciarkowska, Igrzyska olimpijskie, Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Londyn 1948, Mieczysław Łomowski, Rzut dyskiem, Rzut kulą, Rzym 1960, Wybrzeże Gdańsk on Wrzesień 16, 2011 by prussport

Nazwisko Mieczysława Łomowskiego znaleźć można w kronikach sportu olimpijskiego. Chorąży naszej ekipy na Igrzyskach w Londynie 1948 r. zdobył tam 4. miejsce. Był najlepszym Europejczykiem – wyprzedziło go jedynie trzech amerykanów. Barwna postać. Urodzony w Wilnie w 1914 do Gdańska przyjechał w 1945 r. i jako zawodnik gdańskich klubów trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Polski w rzucie kulą, pięciokrotnie w rzucie dyskiem. Dwa razy poprawiał rekord Polski. Podczas kwerendy do przyszłorocznej wystawy znaleźliśmy kilka pamiątek po nim – będzie go można godnie zaprezentować zwłaszcza, że po zakończeniu kariery został trenerem i stworzył znakomitą szkołę w rzucie kulą (w tym miejscu może ogłosimy konkurs: rzut czy pchnięcie kulą?). Jednym z jego wychowanków był Władysław Komar, o którym przyjdzie jeszcze wspomnieć. najpierw jednak o innej z wychowanek, której pamiątki i trofea także znajdują się w zbiorach gdańskiego Muzeum Sportu – Eugenii Rusin-Ciarkowskiej.  Reprezentowała GKS Wybrzeże, osiem razy biła rekord Polski – jako pierwsza Polka przekraczała barierę 14 i 15 metrów. Sześciokrotna mistrzyni Polski i członkini słynnego Wunderteamu Jana Mulaka. Startowała też na igrzyskach olimpijskich w Rzymie (1960), gdzie zajęła 11. miejsce. Pani Eugenia zmarła w 1995 ale wszystko co pozostało po jej karierze znajdzie się na wystawie obok Jej nauczyciela i mistrza.

Na koniec dwa zdjęcia. Pierwsze dość humorystyczne – Mieczysław Łomowski z grupą lekkoatletów „świetują” 5. rocznicę bitwy pod Lenino, maszerując po Moście Poniatowskiego w Warszawie (pierwszy z prawej)

Źródło: http://www.fotohistoria.pl

Drugie zdjęcie jest zagadką. Prawdopodobnie jest na nim Eugenia Rusin-Ciarkowska ale nie jesteśmy w stanie tego rozstrzygnąć. Dysponujemy tylko jednym Jej zdjęciem, zamieszczonym w książce Jerzego Geberta, Poczet olimpijczyków ziemi gdańskiej, Gdańsk 1996 ale wygląda nieco inaczej. Tradycyjnie prosimy o pomoc.

K.S. Spójnia – gimnastycznie, cz. 2

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Gimnastyka, Spójnia Gdańsk, Wystawa 2012 on Wrzesień 11, 2011 by prussport

I jeszcze kilka nieopisanych zdjęć. Trzeba przyznać, że świetnie oddają klimat  lat pięćdziesiątych. Brygada sportowa w sklepie czy pochód 1. majowy to po prostu ważny dokument nawet wtedy, jeżeli nie uda nam się zidentyfikować osób.

Czy to Spójnia? Napis na burcie samochodu mówi coś wręcz innego.

Co ro za sala gimnastyczna?

KS Spójnia – gimnastycznie, cz. 1

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Gimnastyka, Spójnia Gdańsk, Wystawa 2012 on Wrzesień 8, 2011 by prussport
Wystawa sportowa wchodzi w powoli w fazę realizacji. Kwerenda została w zasadzie zakończona ale „im dalej w las tym pytań coraz więcej”. Przeglądając zbiory gdańskiego Muzeum Sportu natrafiliśmy na spory zasób zdjęć z lat pięćdziesiątych. Część z nich to prezentowane poniżej fotografie sekcji gimnastycznej gdańskiej Spójni. To niezwykły dokument ukazujący różne aspekty funkcjonowania sportu i życia sportowców. Osoby przedstawione na zdjęciach pozostają dla nas anonimowe, dlatego po raz kolejny prosimy o pomoc w identyfikacji i będziemy wdzięczni za każdą informację.
Najpierw zdjęcia podpisane z 1954 r.
I Krok gimnastyczny ZS Spójnia Gdańsk, 1954
Narada instruktorów i sędziów Spójni, listopad 1954
Po powrocie z obozu w Wałczu. Noc – dziewczyny bały się iść do domu, nocowały więc u nas, 1954
Po zawodach KS Spójnia, grudzień 1954
Pokaz gimnastyczny w Kościerzynie ale wpierw śniadanie – 8 sierpnia 1954
Wycieczka rowerowa. Kilkoro gimnastyków z trenerem, 1954
I zdjęcia, które nie zostały opisane:

Wschód? Na szczęście nie do końca (yes, yes, yes)

Posted in Aktualności, Mecze, Piłka nożna, Polska-Niemcy - 6. 09. 2011 on Wrzesień 7, 2011 by prussport

Historyczny mecz za nami. O samym spotkaniu napisano już tyle, że nie ma chyba sensu do tego wracać. Zwłaszcza, że nie zdążyłem obejrzeć dokładnie powtórek, bo na stadionie, wiadomo, nie wszystko można dokładnie zobaczyć i spokojnie przeanalizować. Bardzo dokładnie za to popatrzyłem na organizację spotkania. Wszak EURO za niecały rok.

Infrastruktura wokół stadionu nie istnieje, więc po przejściu przez ogródki działkowe dotarłem do wspaniale błyszczącej w słońcu PGE Areny. Pod stadionem kramiki tych, którzy jak napisano w programie meczu „produkują podróbki”, choć przecież niczego nie podrabiają. Ale wiadomo, że w tej chwili jedyny oficjalny dystrybutor biletów i pamiątek reprezentacji to Klub Kibica RP. Na jednym z kramików wypatrzyłem szalik, który mnie po prostu urzekł i który natychmiast dołączyłem do kolekcji: GRUNWALD 15. 07 1410. Z jednej strony piękny jagielloński orzeł z drugiej teutoński, czarny krzyż. Zapytałem sprzedawcę co ma wspólnego bitwa pod Grunwaldem z dzisiejszym meczem? „To był przecież nasz ostatni zwycięski mecz” – odparł nieco zdziwiony moją ignorancją. Yes, yes, yes – duch w narodzie nie ginie! Zaopatrzony w oryginalny gadżet udałem się pod stadion. Pierwsze zdziwienie: zostałem dokładnie choć kulturalnie obszukany i wylegitymowany. Biletu nie miałem, bo miałem go dopiero odebrać ale Pan na bramce dokładnie sprawdził  potwierdzenie przyjęcia zamówienia na bilet i mój PESEL. Miał prawo? Nie wiem. Dziwne, bowiem, jak się później okazało bilety były jeszcze dostępne w wolnej sprzedaży w kasie i jeżeli wpuszczano tylko tych, którzy mieli je już zamówione, to dla kogo były te sprzedawane? Ale to problem organizatorów. Moim problemem stał się odbiór biletu za który nie tak mało zapłaciłem, stając się oczywiście na 3 lata przymusowo fanem reprezentacji i członkiem Klubu Kibica RP (za jedyne trzy dychy).  Na ponad 20 kas jakie naliczyłem na stadionie czynne były tylko TRZY. Stanąłem do jednej z nich i po 20 min. stania okazało się, że ta akurat Kasa nie wydaje zamówionych biletów. Pozostały mi już więc tylko DWIE i po ponad godzinie stania otrzymałem upragniony bilet (tymczasem kolejki urosły, że stania było na przynajmniej dwie godzinki). Yes, yes, yes – czas żeby się czegoś napić, bo z emocji zaschło w gardle.  Widząc znajome namioty z napisem „Warka” udałem się tam ale okazało się, że w namiotach wydają koszulki i inne gadżety. Na moje pytanie o napoje, sprzedawca rozłożył ręce stwierdzając, że dzisiaj na ubogo.  Hmm, sympatycznie i miło a pić się chce. Na całym terenie około stadionowym, dla 40 000 kibiców przygotowano DWIE budki z jedzeniem o sympatycznej nazwie „Van Sznycel”. Kusiły napisami w języku polskim i po niemieckiemu (gramatycznie dziwne zaproszenie – cytuję z pamięci – „Iss unser Schnitzel”) ale nie ma co się czepiać. Niestety na dwie godziny przed meczem skończyły się kanapki, zapiekanki i frytki a pozostały tylko rzeczone sznycle, smażone na spalonym oleju na szybko, bo kolejka była pokaźna. W oczekiwaniu na Colę spędziłem kolejne pół godziny. Oczywiście na stadion żadnych napojów wnosić nie było można. Zakupiony napój specjalnie zatrudniony w tym celu Pan, sprawnie odkręcał. Znowu nie wiem dlaczego – on też nie wiedział, poza tym, że tak trzeba. A może zbierał zakrętki? OK, trzymając otwartą butelkę i bacząc aby nie rozlała mi się jej zawartość, jedną ręką nabyłem oficjalny meczowy program (jego poziom wymaga odrębnego omówienia) i udałem się na trybuny. System kontroli zmechanizowany zadziałał bardzo dobrze. Wszedłem do środka, gdzie dowiedziałem się, że moja otwarta butelka stanowi zagrożenie i muszę: a) wypić zawartość, b) wyrzucić od razu lub c) przelać do kubeczka, który przezornie (yes, yes, yes) wziąłem z budki „Van Sznycel” i który nie stanowi zagrożenia bezpieczeństwa. Dalej była już tylko bajka. Uprzejmi, schludni stewardzi i ochroniarze pokazali mi drogę do mojego sektora, miejsce było wolne, choć wokół obserwowałem dramatyczne zmagania ludzi, którym sprzedano podwójne bilety na te same miejsca. Kompletu jednak nie było i stewardzi rozładowywali bardzo sprawnie napięte sytuacje. Stadion jest po prostu piękny, widoczność znakomita (nie wiem tylko jak z miejsc pod samym dachem, bo siedzących tam ludzi nie mogłem moim słabym wzrokiem dojrzeć). Zapowiadał się  wspaniały wieczór. Na telebimach leciał żałosny mecz naszej młodzieżówki z Rosją więc zajrzałem na Twitter, gdzie zobaczyłem aktywną Panią Rzecznik. Trochę dla przeciwwagi wobec agresywnych i obelżywych okrzyków skierowanych wobec PZPN pozdrowiłem wykonującą swoją robotę Panią Rzeczniki i … dostałem odpowiedź. Fanem PZPN nie jestem ale lubię ludzi, którzy lubią to, co robią. Potem już tylko mecz i oklaskiwany Podolski (przy zejściu z boiska jednak wygwizdany) i wybuczany Klose (dlaczego?) Zauważyłem, że część kibiców gwizdała słysząc choćby słowo wypowiadane w języku Goethego, choćby był to stadionowy spiker. Jakaś alergia?

Stadion skonstruowany jest bardzo funkcjonalnie.  Przestronne foyer pod trybunami, czyste i obszerne toalety, możliwość spokojnej wymiany poglądów (przeszkadzał tylko beznadziejny hałas). szerokie, bezpieczne przejścia – stadion bardzo szybko się opróżnia. Można mieć zastrzeżenia tylko do projektu krzesełek i rzędów, które są zbyt blisko siebie. Chcąc dojść do swojego miejsca trzeba postawić na nogi cały rząd. Ale ogólne wrażenia bardzo, bardzo dobre. Super nagłośnienie, cztery telebimy – nie ma się do czego przyczepić.

Po meczu, w asyście święcącego reflektorem śmigłowca, po ciemku pomaszerowaliśmy dużą, wielotysięczną i zwartą grupą przez wspomniane ogródki działkowe. Po drodze, z bagażnika można było kupić u przedsiębiorczych rodaków puszeczkę piwa po 5 zł. Dla wycieńczonych prohibicją kibiców, rozemocjonowanych meczem nie była to zbyt wygórowana cena. Poza tym ciemność i te ogródki …  I śmigłowiec zamiast księżyca 🙂 Za ogródkami pozytywne zdziwienie – działająca komunikacja miejska, dużo policji, służby miejskie rozładowujące ruch. Wszystko wyglądało po prostu dobrze.

Tyle wrażeń w skrócie. Moim zdaniem wyglądało to dobrze ze strony miasta Gdańska, natomiast dramatyczna dystrybucja biletów i obsługa kibiców na stadionie, za którą odpowiadał (podobno) PZPN, pozostawia jeszcze wiele do życzenia.

I jeszcze jedno – oprócz pięknego meczu, dawno nie widziałem tak dobrze, mimo opisanych wyżej trudności, bawiących się ludzi. Yes, yes, yes !

Idziemy na wschód

Posted in Aktualności, Mecze, Piłka nożna, Polska-Niemcy - 6. 09. 2011 on Wrzesień 5, 2011 by prussport

Potwierdzenia nabycia biletu nadal brak. Firma biletowa nie odpowiada na maile. Za to otrzymałem wiadomości organizacyjne i … załamałem się. Oto one (z moim komentarzem):

Informacje organizacyjne dot. meczu Polska – Niemcy:

  • Bramy stadionu będą otwarte od godz.16:45,
  • Prosimy o przybycie na stadion z wyprzedze­niem w celu uniknięcia kolejek przy wejściach (czyli zakłada się od razu, że obsługa nie jest przygotowana do obsługi 40 000 ludzi)
  • Kibice, którzy podczas zakupu bilety wybrali opcję odbioru biletu w kasach na stadionie, powinni zabrać ze sobą wydruk potwierdzenia zakupu. Brak potwierdzenia uniemożliwi wejście na stadion. Odbiór biletów będzie możliwy po otwarciu bram stadionu o 16:45. (czyli będzie tzw. „Kongo”, bo większość z nas nie ma ani biletów ani potwierdzeń)
  • Na kibiców, którzy dotrą na stadion wcze­śniej, czekają atrakcje: występy tanecz­ne zespołu cheerleaderek, konkursy,(za PRL były orkiestry wojskowe i skoczkowie spadochronowi)
  • Od godz. 18:00 na telebimach wewnątrz sta­dionu transmitowany będzie na żywo mecz eliminacyjny do ME U-21 Polska – Rosja (żeby jeszcze piwko podali)
  • Dojazd samochodem do stadionu będzie możli­wy tylko po okazaniu przepustki parkingowej,
  • Wejście na teren meczu będzie możliwe po okazaniu biletu oraz dowodu tożsamości,
  • Na teren stadionu nie wolno wnosić, m.in.:

–        Parasolek ze sztywnym końcem,(a są z miękkim?)
–        Trąbek (wuwuzeli też nie?)
–        Profesjonalnych aparatów fotograficznych i kamer (a niby dlaczego? Z jakich wynika to przepisów i kto będzie oceniał, czy sprzęt jest profesjonalny czy nie? Ochroniarz?)
–        Banerów lub flag o wymiarach większych niż 2m x 1,5 m (kompletnie nie rozumiem)
–        Butelek, puszek oraz przedmiotów niebezpiecznych (to akurat rozumiem)

I jeszcze jedno:

Z uwagi na remont torowiska na Węźle Kliniczna, nie ma możliwości dojazdu tramwajem w bezpośredni rejon stadionu.

Biorąc pod uwagę nieuruchomioną kolejkę SKM i limitowane parkingi to chętni na mecz będą zasuwać pieszo, co organizatorzy przewidzieli bowiem:

 od godz. 16.30 zamknięte zostają dla ruchu ulice: Uczniowska i Marynarki Polskiej,
–        od godz. 17.30 zamknięte zostają dla ruchu ulice: Jana z Kolna, Kościuszki, Kochanowskiego, Gdańska, Twarda, Swojska, Starowiejska i Letnicka.

Zapowiada się niezła zabawa nie tylko dla uczestników meczu.

%d blogerów lubi to: