Ciągle to samo zdjęcie … z Orłem w tle

W ostatnim czasie byliśmy świadkami dość niecodziennych zdarzeń jakimi były dyskusje nt. przywrócenia orła na reprezentacyjne koszulki piłkarzy. Niecodzienne dlatego, że w ogóle nie powinny się zdarzyć. To trochę tak jak debatowanie o tym, czy w piłkę nożną powinno się grać piłką. Orzeł przypisany był do strojów od zawsze i zmieniał się tylko jego wygląd, ale nikt nie zakładał, że zniknie w ogóle.

Powracając do zdjęcia z 1924 r. przybliżymy postać , która na stałe wpisała się w historię polskiej piłki i choć z tego nie zdajemy sobie sprawy jest z nami obecna niemal w każdy ligowy weekend. Któż z nas nie słyszał sprawozdawcy sportowego relacjonującego mecz Cracovii, który witał słuchaczy czy widzów słowami : ze stadionu przy ulicy Kałuży wita Państwa…

Józef Kałuża – bo jego postać przybliżamy na zdjęciu stoi trzeci od lewej – był jednym z najlepszych piłkarzy przedwojennej Cracovii i reprezentacji Polski. Jego piłkarskie początki tak wspomina inna wielka postać polskiej piłki Stanisław Mielech / polecam artykuł o S.M. ze względu na jego działalność w Wolnym Mieście Gdańsku http://www.legia.net/lekki/index.php?typ=news&id=13922 / : Pierwsze moje spotkanie z Józkiem zdarzyło się na krakowskich Błoniach. Mieliśmy tam swoją „paczkę”, do której należeli: Przystawski, Domagalski, Świszczowski, Pałasiński, Tondos, Kowal i inni. Co jak co, ale wózki umieliśmy już dobrze kręcić. Kiwało się przeciwnika dla samej sztuki wózkowania, którą uważaliśmy za najważniejszą z umiejętności piłkarskich. Zdobycie bramki, jeżeli przy tym nie przewózkowało się bramkarza, nie było cenione. Paczka nasza znana była na Błoniach jako najsilniejsza.
Zdarzyła się nam raz sposobność rozegrania zawodów z dobrym przeciwnikiem, lecz nie mieliśmy pełnego składu. W tym momencie jakiś mały, niepozorny uczniak, przysłuchujący się naszym pertraktacjom z przeciwnikiem, ozwał się nagle:
– Ja mogę zagrać. Poprowadzę wam atak.
– A w jakiej paczce grywałeś dotychczas?
– W Podgórzu.

Była to dla nas prawie obraza. Podgórze było w naszych pojęciach dzielnicą niepotrzebnie przyłączoną do Krakowa, sportowo „nieważną”. A tu jakiś Podgórzanin miał ambicje nie tylko zagrać w naszej paczce, ale i poprowadzić nasz atak, atak najlepszej paczki na Błoniach! Śmieliśmy się z tego serdecznie, a on tylko patrzył na nas ironicznie. Wreszcie któryś z nas rzekł:
– Jak on jest z Podgórza, to chyba musi grać.
I znowu śmieliśmy się myśląc, co to będzie za heca z tym podgórskim beanem.

Zaczęła się gra i… tego dnia poznaliśmy Józefa Kałużę. Nim to był bowiem ów niepozorny uczniak. To co on wówczas wyprawiał na boisku było kunsztem, którego jeszcze nie znaliśmy. Grał inaczej niż my wszyscy. Piłka słuchała go, kleiła mu się do nogi. Wózkował świetnie, lecz wózkiem trudno nam było zaimponować. Rewelacją dla nas były natomiast jego strzały, ustawianie się do piłki, wybieganie na pozycję, wypuszczanie piłek łącznikom na przebój lub na skrzydła. Jego zagrania powiązały nasze bezplanowe indywidualne gierki i nadały im sens. Jak łatwo było przy nim zdobywać bramki. Od tego meczu zyskaliśmy w nim wodza i promotora naszych piłkarskich poczynań.

Kariera piłkarska Józefa Kałuży trwała blisko 20 lat. W ligowych rozgrywkach rozegrał
w krakowskiej drużynie ponad 400 spotkań strzelając przy tym blisko 500 bramek. Po zakończeniu kariery zawodniczej dostaje propozycję objęcia drużyny narodowej. Pod jego wodzą Polska zajmuje czwarte miejsce na igrzyskach w Berlinie w 1936 r. oraz debiutuje na mistrzostwach świata we Francji. Tam też miał miejsce niezwykły mecz. Polska drużyna wraz z fenomenalnym Ernestem Wilimowskim przegrywa po wspaniałej grze z Brazylią 5 – 6. Sam Wilimowski jako pierwszy zawodnik strzela cztery gole w jednym meczu podczas mundialu. Osiągnięcie to zostało pobite dopiero po ponad 50 latach, a sam mecz uznawany jest za jeden z najważniejszych w dziejach mistrzostw świata. Kałuża był też ostatnim trenerem, który prowadził drużynę przed wybuchem II wojny światowej. W dniu 27.08.1939 r. Polacy pokonują aktualnych wicemistrzów świata Węgrów 4 – 2. Na podobne sukcesy drużyna polska musiała poczekać do ery Kazimierza Górskiego i jego Orłów.

Józef Kałuża umiera w roku 1944 w Krakowie w wieku 48 lat. Niestety z powodu wojny szczepionka, która mogła pomóc w zwalczeniu choroby nie była osiągalna…

[MS]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: