Skonecki w Sopocie

W jednym z tekstów wskazywanych jako uzupełnienie poprzedniego wpisu znalazła się taka oto historia:

Wraz ze swoim kolegą, znanym dziennikarzem i komentatorem Bohdanem Tomaszewskim bawili się wybornie w Grand Hotelu do białego rana. Gdy świtało zapragnęli wykąpać się w morzu. Przyjaciele bawili się wyśmienicie do 7 rano i nic 
w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie to, że Skonecki za 3 godziny miał grać finał ze znanym w tamtych czasach zwycięzcą Rolanda Garrosa i półfinalistą Wimbledonu Węgrem Josefem Asbothem.

Mimo szampańskiej zabawy Władysław Skonecki wyszedł na kort ogolony, uśmiechnięty i nieskazitelnie ubrany.

Mecz był, jak wiele w owym czasie rozgrywany w formule the best of five i Skonecki rozpoczął go….rewelacyjnie wygrywając dwa pierwsze sety. Potem jednak siły zaczęły go opuszczać :pocił się, zmieniał koszulki, nogi przestały go tak lekko i szybko nosić po korcie. Wskutek tego przegrał trzeciego seta. Przeciwnik wiedząc o jego nocnych eskapadach zaproponował (co wtedy było rzeczą dopuszczalną i przepisową ), aby grać bez przerw. Skonecki zamyślił się, oczy mu zaiskrzyły, uśmiechnął się…. i „podjął rękawicę”. W następnym secie „ogolił” Asbotha, wygrywając cały turniej.

Historię przytoczył Andrzej Zabłotniak (http://www.teniswolomin.pl/historia.html). Czy jest prawdziwa? Nie wiem. Wiem jednak, że udało odnaleźć się historyczne zdjęcie z tamtego finału. A był to rok 1950.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: