Archiwum dla Marzec, 2012

Maraton

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Ludzie, Maraton, Spiridon Louis on Marzec 29, 2012 by prussport

Czekajcie na mnie u miejskich bram,

na stopniach świątyń, na progach domów,

dobiegnę do was, choćbym miał paść

na ziemię twardą

tarczę stadionu.

Niechaj zobaczą, którzy oślepli,

Niechaj przemówią, którzy zamilkli,

z pola walk biegnę, jak Filippides,

czekajcie na mnie,

ludzie nie wilki.

Z daleka biegnę – z zielonych równin,

od oceanów, rybackich wioseł,

z mrowisk wysokich i gniazd jaskółczych,

otwórzcie serca,

nowinę niosę.

Niech mnie usłyszą, którzy ogłuchli

w domach niewoli ziemi skrwawionej,

niech zaśpiewają pośród walczących

Muzy domowe,

matki i żony.

Wiersz dedykowany opisywanemu niżej greckiemu bohaterowi Spiridonowi Louisowi autorstwa Tadeusza Kubiaka. Jego zbiór wierszy „bieżnie w słońce wiodą” zdobył Złoty Wawrzyn Olimpijski w 1980 r.

Gest

Posted in Berlin 1936, Igrzyska olimpijskie, Ludzie, Spiridon Louis on Marzec 27, 2012 by prussport

Od czasu opublikowania znanej książki Guy’a Waltersa bardzo podoba mi się stwierdzenie, że Hitler ukradł światu w 1936 r. olimpijski sen. Przedstawiając ostatnio pierwszego polskiego zwycięzcę maratonu przypomnieliśmy Spiridona Louisa. To on wygrał maraton podczas pierwszych nowożytnych Igrzysk Olimpijskich w Atenach w 1896 r. Prosty człowiek w jednym momencie (a właściwie w czasie 2 godz. 58 min i 50 sek., bo tyle trwał jego bieg) stał się bohaterem narodowym. Do dziś krążą różne wersje wykonywanego przez niego wcześniej zawodu (listonosz, goniec w wojsku) czy legendy o diecie (mleko, piwo, sok pomarańczowy a nawet jajo wielkanocne!).     Świat obiegło zdjęcie Louisa w greckim stroju narodowym – stał się on po prostu olimpijskim symbolem.

Hitler ukradł nie tylko ideę olimpijską. Ukradł też symbole. To w 1936 r. wprowadzono zwyczaj zapalania świętego ognia olimpijskiego i przenoszenia go do miasta-organizatora Igrzysk. Zaproszono też starego, już 63-letniego bohatera. Wysuszony, pomarszczony ale wciąż w tym samym stroju miał legitymizować igrzyska, pokazywać łączność z ideą olimpijskiego pokoju. Jakże dziwnie, obco i bezradnie wygląda  na zdjęciu poniżej w zestawieniu z idącym przed nim wyprężonym człowieku w mundurze.

Podobnie bezradna była idea igrzysk, która miała przynieść światu pokój i pojednanie. Kroniki zachowały jeszcze jeden znaczący epizod. Kiedy 1 sierpnia 1936 r., w trakcie ceremonii otwarcia idąca jako pierwsza reprezentacja Grecji przechodziła obok trybuny honorowej, po schodach zaczął się wolno i z trudnością wspinać starszy człowiek. Podszedł do Adolfa Hitlera i wręczył mu gałązkę oliwną. Był to oczywiście Spiridon Louis. Führer gałązkę przyjął a niespełna 4 lata później dokonał inwazji na ojczyznę starożytnych Igrzysk Olimpijskich. Idea przegrała? A gdzie jest dziś Hitler i pamięć po nim? My szykujemy się za to do nowych Igrzysk a gestów, symboli i idei bardzo potrzebujemy.

Cenna pamiątka po Mieczysławie Łomowskim

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Igrzyska olimpijskie, Londyn 1908, Londyn 1948, Ludzie, Mieczysław Łomowski, Paryż 1924, Rzut dyskiem, Rzut kulą, Wystawa 2012 on Marzec 25, 2012 by prussport

Właśnie oddana została do konserwacji bardzo cenna pamiątka po Mieczysławie Łomowskim, zawodniku, działaczu, pedagogu sportowym. (1914 – 1969). To dyplom uczestnika pierwszych powojennych Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 1948 r. Łomowski startował tam w konkurencji rzutu (pchnięcia) kulą. Zajął IV miejsce ustępując tylko bezkonkurencyjnym reprezentantom USA. Wygrał W. Thompson z wynikiem 17, 12 m (rekord olimpijski), drugi był F. Delaney (16,68 m) a trzeci J. Fuchs – 16, 42 m. Nasz reprezentant rzucił 15, 43 m.

Zachowany dyplom jest jedyną pamiątką po znakomitym zawodniku, jaka znajdzie się na przygotowywanej wystawie („Citius-Altius-Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu, Ratusz Głównego Miasta Gdańska, 25 maja – 30 września 2012). Tym cenniejszy, że dokumentuje także inne, zapomniane już dziś wydarzenie – Mieczysław Łomowski był chorążym polskiej ekipy olimpijskiej. Funkcja to niesłychanie zaszczytna, zwłaszcza w Polsce, gdzie dzierżący chorągiew chorąży był jedną z najważniejszych osób w wojsku. Chorągiew jako znak bojowy była niemal święta a chroniący ją człowiek nie mógł być przypadkowy. Funkcja chorążego w polskim sporcie pojawiła się w XIX w. wraz z tworzeniem się stowarzyszeń i klubów sportowych. Każda organizacja miała godło (herb) i chorągiew.

Pierwsza defilada olimpijczyków odbyła się podczas otwarcia Igrzysk IV Olimpiady w Londynie 13 lipca 1908 r.  Każdą z ekip prowadził chorąży. Od Igrzysk w Sztokholmie w 1912 r.  przed każdą reprezentacją idą także heroldowie niosący nazwy uczestniczących państw.  Co warto przypomnieć polska chorągiew w ceremonii otwarcia Igrzysk pojawiła się już w 1920 r. Wprawdzie polska reprezentacja do Antwerpii nie dotarła (z powodu wojny polsko-radzieckiej) ale w ten sposób symbolicznie zaznaczyła swój udział. Cztery lata później w Chamonix (I Igrzyska Zimowe) i w Paryżu (VIII Igrzyska Letnie) chorągiew towarzyszyła już polskim ekipom. Niegdyś chorążowie polskiej reprezentacji wyznaczani byli przez kierownictwo ekipy, teraz wyznacza szef Misji Olimpijskiej.

Ciekawe, że spośród 19 chorążych Igrzysk letnich w latach 1924-2008 mamy   pięciu „naszych” sportowców. Oprócz Mieczysława Łomowskiego (1948), Waldemar Baszanowski (1964, 1968, 1972), Grzegorz Śledziewski (1976), Andrzej Wroński (2000) oraz Marek Twardowski (2008).

A kim był właściwie Mieczysław Łomowski?

Pochodził z Wilna, gdzie zaczął też treningi po okiem Tadeusza Lacha i Władysława Wiro-Kiro. Był bardzo wszechstronny – uprawiał pływanie, wioślarstwo, kolarstwo, hokej na lodzie ale przede wszystkim lekkoatletykę. Wkrótce wyspecjalizował się w rzucie kulą i dyskiem i trafił do reprezentacji Polski. Po wojnie osiedlił się w Gdańsku. Mieszkał m.in. we Wrzeszczu na ulicy Żołnierza Tułacza 10 (dziś Kunickiego). W 1947 r. zdobył dwa tytuły mistrza Polski (kula i dysk), w roku następnym pobił rekord kraju w rzucie dyskiem wynikiem 47, 46 m. Rekord w rzucie kulą udało mu się pobić dopiero w 1952 r. (16, 15 m). Znakomite wyniki sprawiły, że trafił do kadry na Igrzyska w Helsinkach w 1952. Z powodu kontuzji musiał z nich jednak zrezygnować. Startował dalej w barwach gdańskiej Gwardii a później zajął się pracą szkoleniową. Wychował m.in. Eugenię Rusin-Ciarkowską i Władysława Komara (oboje zaprezentujemy na wystawie). Oprócz pracy trenerskiej realizował się jako działacz. Pracę przerwał nagle wypadek samochodowy pod Gniewem, 15 października 1969 r.

Szczegółowy przebieg kariery zawodniczej z portalu http://www.pkol.pl

Zawodnik gdańskich klubów: BOP (1945), Lechii (1946-1949), Budowlanych (1950-1951), Gwardii (1952-1956) i Wybrzeża (1957-1958), był 7-krotnym reprezentantem Polski w meczach międzypaństwowych 1950-1954 (13 startów, 5 zwycięstw indywidualnych), 16-krotnym medalistą mistrzostw krajowych, w tym: 3-krotnym mistrzem Polski w pchnięciu kulą (1947-1949) i 5-krotnym w rzucie dyskiem (1947-1949, 1951, 1953) oraz 2-krotnym rekordzistą Polski: kula – 16.15 (11 maja 1952 Bydgoszcz) i dysk – 47.46 (27 maja 1948 Gdańsk). Startował na mistrzostwach Europy w Oslo (1946), ale największy sukces przyniósł mu start olimpijski (1948), gdzie w pchnięciu kulą uległ tylko Amerykanom. Był najlepszym Europejczykiem. Mimo stałych i znaczących postępów (pobił rekord Heljasza w kuli), nie pojechał na drugie igrzyska (1952) wyeliminowany  przez kontuzję. Gdy miał 41 lat, pobił swoje rekordy życiowe: kula – 16.25 (26 czerwca 1955 Poznań) i dysk – 48.77 (2 października 1955 Gdańsk).

Pierwszy zwycięzca maratonu w Polsce

Posted in Biegi, Dyscypliny i konkurencje, Igrzyska olimpijskie, Londyn 1908, Ludzie, Maraton, Stefan Szelestowski on Marzec 22, 2012 by prussport

Lekkoatletyka uznawana jest przez wielu za królową sportu. Jeśli tak to pokuszę się o stwierdzenie, iż maraton jest królem lekkoatletyki wieńczącym zmagania olimpijskie.

Sama nazwa biegu pochodzi od greckiej nazwy miejscowości Maraton, z której do Aten miał biec opisywany przez Herodota Filippides.

Ów Grek pokonał trasę lecz wg powyżej przytoczonego autora przypłacił to śmiercią z wycieńczenia.

Podczas pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich rozgrywanych w 1896 w Atenach postanowiono upamiętnić to wydarzenie dołączając do programu zawodów bieg na dystansie około 40 km. Pierwszym zwycięzcą okazał się reprezentant gospodarzy – Spyridon Luis.

Dzisiaj wielu z nas może w dzień i w nocy wyrecytować, iż bieg maratoński odbywa się na trasie mierzącej 42 km 195 m. Tak jednak rzecz się ma dopiero od Igrzysk w Londynie w 1908. Wygoda i arystokratyczne przyzwyczajenia zmusiły organizatorów do przesunięcie mety w okolice loży królewskiej, z której obserwowano zawody. Inna z wersji mówi o przesunięciu linii startu pod okna pałacu Windsor. W każdym razie wydłużona  trasa wynosiła ” właśnie  owe 42195 m. I tak jest do dzisiaj.

Pierwsze Mistrzostwa Polski w maratonie rozegrano w 1924 na trasie Rembertów – Wawer – Zegrze – Nieporęt – Rembertów. Do zawodów przystąpiło 8 zawodników, a do mety dotarło tylko trzech. Mistrzem został zawodnik Polonii Warszawa Stefan Szelestowski, który trasę pokonał w czasie 3:13:10 h. Ten urodzony w Warszawie lekkoatleta był wyjątkową postacią nie tylko  ze względu na wszechstronność uprawianych dyscyplin. Ale o tym opowiemy wkrótce…

All nations, all games

Posted in Sport ogólnie, Wystawa 2012 on Marzec 19, 2012 by prussport

W komitecie honorowym wystawy Citius altius fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu zasiądzie Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego pan Andrzej Kraśnicki. Dlaczego nam na tym zależało, dlaczego zabiegaliśmy?

Odpowiedź na to pytanie jest jednocześnie ideą przyświecającą organizowanej przez nas wystawie- Ruch Olimpijski można zdefiniować następującym cytatem z barona Pierre a de Coubertin, twórcy nowożytnych olimpiad: Olimpizm ujmuje w jedną promienistą wiązkę wszystkie zasady, które prowadzą do doskonałości człowieka. Jest wspólną wartością ludzi różnych ras, religii, kultur, ustrojów politycznych i narodowości.

Podobnie jak baron de Coubertin pragniemy pokazać, iż sport niósł i niesie ze sobą idee braterstwa i przyjaźni, był i jest podstawą nowoczesnego systemu wychowawczego, wznoszącego mosty pomiędzy granicami państwowymi i warstwami społecznymi.

Pokażemy sylwetki sportowców mieszkających, pochodzących bądź odnoszących sukcesy na terenach, o losach których decydowali silni politycy, w zmiennych i trudnych okolicznościach politycznych. Niezależnie od nazwy: Prusy Wschodnie, Wolne Miasto Gdańsk, Polska Rzeczpospolita Ludowa, czy Rzeczpospolita Polska sport jest jedną z wartości łączących, stanowiących o człowieczeństwie.

Piękno sportu zawarte jest nie tylko w „architekturze ludzkiego ciała”, lecz uzyskuje wartość dopiero, gdy „rzeźbione jest szlachetnym wysiłkiem”. Postawimy na wystawie owo piękno sportu na pierwszym miejscu. Bliski jest nam homerycki ideał człowieka sportu- pięknego, silnego, rycerskiego i odważnego oraz wypływająca z niego pedagogiczna wizja Pierre’a Coubertin. Cechy antycznych herosów bez trudu odnajdziemy w wielu gwiazdach światowego sportu- bohaterach wystawy o znamiennym tytule Citius, altius, fortius…
łac. szybciej, wyżej, silniej… słowach będących dewizą igrzysk olimpijskich przyjętych przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski w roku 1913.

 

Jest, jest, jest !!!

Posted in Aktualności, Boks, Brunon Bendig, Dyscypliny i konkurencje, Igrzyska olimpijskie, Ludzie, Rzym 1960, Wystawa 2012 on Marzec 18, 2012 by prussport

Parafrazując zawołanie premiera Marcinkiewicza też wyrażamy swoją radość, iż wypożyczony do Bydgoszczy medal Brunona Bendiga wrócił do Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. Po przejściu drobnej konserwacji będzie eksponowany na przygotowywanej wystawie „Citius-Altius-Fortius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu” (25 maja – 30 września 2012). Poniżej kilka zdjęć dokumentujących moment przyjęcia:

 

Wielki mecz od innej strony

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Lechia-Juventus - 28. 09. 1983, Mecze, Piłka nożna on Marzec 15, 2012 by prussport

Mecz Lechii Gdańsk z Juventusem Turyn to  najważniejsze wydarzenie piłkarskie w Gdańsku po II wojnie światowej a może i w ogóle. I nie chodzi tu wcale o poziom sportowy meczu czy fantastyczny wynik. Lechia poległa w dwumeczu z włoskim gigantem, choć w rewanżu, w Gdańsku stawiała zacięty opór. Było to sportowe święto w bardzo ciężkich społecznie i politycznie czasach. Jako 15-latek siedziałem na trybunach stadionu na Traugutta bodaj już od godz. 10.00, zajmując miejsce i czekając. Skupiałem się wtedy na aspekcie sportowym. Mecz jednak miał i inny, polityczny wymiar. O tym traktuje sfilmowany wykład. Ciekawy materiał.

%d blogerów lubi to: