Archiwum dla Czerwiec, 2012

Druga strona medalu

Posted in Barbara Lerczak, Biegi, Dyscypliny i konkurencje, Lekkoatletyka, Ludzie on Czerwiec 29, 2012 by prussport

Historyk sztuki, czołowa sprinterka legendarnego polskiego Wunderteamu, mistrzyni Europy ze Sztokholmu (1958) i Belgradu (1962), trzykrotna uczestniczka igrzysk olimpijskich (1956, 1960 – brązowy medal, 1964)… – tak zaczynają się niemal wszystkie informacje na temat sportowych osiągnięć Barbary Lerczak – Sobotty – Janiszewskiej. Dziś nie będziemy w tym miejscu przypominać jednak wielu osiągnięć i wyników sportowych.

Postać tę przywołała we wspomnieniach Elżbieta Bocian, która niczym komentator wprowadziła mnie w czas sportu sprzed blisko pół wieku. Był to czas jej wspólnych występów z Lerczak podczas wybrzeżowego fragmentu życia / Barbara Lerczak studiowała na WSE w Sopocie w 1954 /

Fot. B. Lerczak z nr 64, E. Bocian z nr 216

 Mało jednak wiemy o drugiej naturze polskiej sportsmenki. Nazywana Marlin Monroe polskiego sprintu dwukrotnie była wybierana miss mistrzostw Europy. Swoich sił próbowała na wielkim ekranie występując obok Jana Nowickiego w filmie Dziura w ziemi w reżyserii Andrzeja Kondratiuka. Wybitny aktor Zbigniew Cybulski wspomina Barbarę Lerczak jako jedną ze swoich wielkich miłości.

Barbara Lerczak – Sobotta – Janiszewska zmarła w 2000 w wieku 64 lat. W dowód jej pamięci Jan Nowicki / z którym ma syna Łukasza / napisał słowa piosenki do muzyki Zbigniewa Preisnera. Utwór Ostatni bieg Basi wykonała Hanna Banaszak.

Oglądając dziś sportowe wydarzenia pamiętajmy o drugiej stronie medalu współczesnych idoli. O tym ile poświęcenia kosztuje późniejszy sukces, medal czy rekord bo czasem kosztuje zbyt wiele… 

[MS]

Inne EURO-wystawy w Gdańsku

Posted in Aktualności, Dyscypliny i konkurencje, EURO 2012, Imprezy, Piłka nożna, Wystawa 2012 on Czerwiec 26, 2012 by prussport

Szalone dni Mistrzostw Europy mamy w Gdansku już za sobą. Na ulicach jakoś tak za spokojnie, za szaro. Cóż, było minęło. czas na podsumowania. W ferworze przygotowań do naszej wystawy „Citius-Altius-Forius. Lokalny wymiar wielkiej idei sportu” zdążyłem tylko zarejestrować inne przedsięwzięcia wystawiennicze związane z EURO. To dwie wystawy planszowe ustawione na gdańskiej starówce.

Pierwsza, autorstwa Tomasza Wołka, finansowana przez jednego ze sponsorów reprezentacji, prezentowała dzieje polskiej piłki.

Jakość niektórych wydruków pozostawiała wiele do życzenia, jedna plansza się powtarzała ale był to fajny piłkarski akcent, zwłaszcza, że ujmował takie postaci jak Wilimowski czy Kopa.

Druga, bardziej interesująca mnie wystawa znalazła swoje miejsce na Pobrzeżu. Traktował o historii piłki nożnej w Wolnym Mieście Gdańsku. Organizatorami byli: Miasto Gdańsk, Towarzystwo Przyjaciół Gdańska, Wolne Miasto Gdańsk, mojgdansk.com.

Jak widać powyżej herby gdańskich klubów (choć także jeden – VfB Königsberg?), sporo zdjęć i tekst wprowadzający w mało znaną i zbadaną problematykę. Wystawa skromna  w formie  (szkoda że tylko polskojęzyczna) ale wpisująca się w szalony klimat piłkarskiego święta. Choć ja i tak, mocno nieskromnie, zapraszam do Ratusza na naszą wystawę – nie tylko piłkarską …

Dąb Friedricha Ludwiga Jahna

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Friedrich Ludwig Jahn, Gimnastyka, Opowieści on Czerwiec 24, 2012 by prussport

Odskoczmy znowu trochę od wszechobecnej piłki nożnej. O ruchu turnerskim i jego związkach z Gdańskiem pisaliśmy w tym miejscu. W 1859 r. powstał tu Związek Gimnastyczno-Szermierczy (Turn- und Fechtverein) a w 1862 Męski Związek Gimnastyczny (Männer Turnverein). W marcu 1912 ta ostatnia organizacja świętowała 50-lecie. Z tej okazji przy Wielkiej Alei, w pobliżu pomnika Gralatha posadzono dąb. Drzewo miało upamiętniać twórcę ruchu turnerskiego, Friedricha Ludwiga Jahna (1778-1852), postaci bardzo istotnej dla rozwoju kultury fizycznej w Europie. Minęło 100 lat a dąb stoi! Oto on w dniu dzisiejszym:

Teren o którym mówimy zlokalizowany jest między dzisiejszymi uliacami: Curie-Skłodowskiej a Smoluchowskiego. Jest uporządkowany i zadbany, pełny spacerowiczów. W ubiegłym roku prof. Andrzej Januszajtis wzywał do upamiętnienia tego miejsca. Jego apel wypada powtórzyć.

Werder w Gdańsku

Posted in Aktualności, EURO 2012, Imprezy, WERDER on Czerwiec 23, 2012 by prussport

Biedny Neptun – ten to przeżył swoje EURO!

Puchar Polski dla Lechii – to już 29 lat !!!

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Piłka nożna on Czerwiec 22, 2012 by prussport

W euforii rozgrywek o najcenniejszy puchar starego kontynentu przypominamy o wydarzeniu nie mniej ważnym dla wybrzeżowego sportu.

Sezon 1981/82 skończyła  Lechia na 14 miejscu co skutkowało spadkiem do III ligi. Zespół przejęli  wówczas dawni  gdańscy piłkarze Jerzy Jastrzębowski i Józef Gładysz. Pod ich wodzą drużyna awansuje z  pierwszego miejsca do II ligi. Jak się okazało to nie był jedyny sukces tej drużyny. Lechia dociera do finału Pucharu Polski jednak po drodze musiała pokonać takie drużyny jak : Start Radziejów, Olimpię Elbląg, Widzew łódź, Śląsk Wrocław, Zagłębie Sosnowiec i Ruch Chorzów. W finale czekał już Piast Gliwice, który rozgrywki skończył na 4 miejscu II ligi.

22.06.1983 r. na trybunach stadionu XXXV-lecia PRL w Piotrkowie Trybunalskim zasiadło według różnych źródeł od 15 do 17 tysięcy ludzi. Ponad jedną trzecią tej liczby zajęli sympatycy z nad morza, zaś ze Śląska przybyło około 4 tysiące kibiców.

Trener Piasta przed zawodami tak wypowiadał się o drużynie Lechii:

 „(…) Wcześniej zakładaliśmy w prawdzie, że może to być nasz przeciwnik, ale ponieważ nie było to pewne, nie wysyłaliśmy na mecz gdańszczan żadnego obserwatora. Dopiero teraz był na meczu Lechii mój asystent – Jan Ulman. Wrócił pełen uznania dla naszego rywala, który kilka dni po wyczerpującym pojedynku z Ruchem wygrał mecz ligowy aż 6:0 i jest już w II lidze.”

Ze strony Lechii dla „Piłki Nożnej” wypowiadał się 35-krotny reprezentant Polski Roman Korynt:

„Dominuje oczywiście optymizm. Pytany przez znajomych stawiam oczywiście na piłkarzy Lechii, licząc, że będą walczyć z taką pasją i wigorem jak poprzednio, ale… przestrzegam tez przed Piastem, którym kieruje wytrawny strateg Teoś Wieczorek.”

Prasa tak relacjonowała ten mecz:

 „Grę rozpoczął Piast, ale pierwszy groźniejszy atak zainicjowali gdańszczanie. Licznie przybyli sympatycy tej drużyny długo nie musieli czekać na gola. Po rzucie rożnym Górski strzelił z kilkunastu metrów i Lechia objęła prowadzenie. Po utracie bramki gliwiczanie rzucili się do ataku, ich akcjom jednak brakowało precyzji i z reguły kończyły się przed polem karnym gdańskiej drużyny. Oba zespoły w tym okresie popełniały sporo błędów, zwłaszcza defensywy. W 39. minucie właśnie po kiksie stopera Piasta Kałużyńskiego ,piłkę przechwycił Kowalczyk i nie zmarnował okazji 2:0. Takiego obrotu sprawy mało kto się spodziewał(…). Kiedy do zakończenia tej części gry brakowało dosłownie trzech minut, Kulwicki sfaulował ostro szarżującego Śliwę w obrębie pola karnego. Arbiter podyktował jedenastkę, której bezbłędnym egzekutorem był Kałużyński. Po przerwie idealną sytuację zmarnował Józefowicz trafiając piłką w słupek. Z kolei w kwadrans później nie popisał się Majka pudłując z najbliższej odległości. W tym czasie Piast mocno przyspieszał i uzyskał optyczną przewagę. Losy meczu mogły się rozstrzygnąć w 60. minucie, podanie Polaka przejął Grembocki i tylko interwencją ręką obrońcy Piasta zapobiegła utracie gola. Gdańszczanin strzelał bowiem bardzo precyzyjnie. Za to przewinienie sędzia podyktował karnego, a strzelający jedenastkę Salach nie wytrzymał napięcia i nie trafił w bramkę. Do końca trwała zażarta walka o każdy metr boiska. Gliwiczanie za wszelką cenę starali się wyrównać. Lechiści bronili korzystnego rezultatu, ale była to obrona aktywna. Biało-zieloni nie rezygnowali z kontr, każda z nich nosiła w zarodku bramkę.”

 Po meczu na konferencji prasowej tak wypowiedzieli się trenerzy:

Teodor Wieczorek:

„Lechia zasłużyła całkowicie na sukces. Z tej młodej jeszcze dziś drużyny, może wyrosnąć w niedalekiej przyszłości wspaniały zespół, pod warunkiem, że pozwoli mu się w tym składzie okrzepnąć, ochronić od rozbicia. Moja drużyna wymaga reorganizacji. Przecież nie wolno bezkarnie tracić bramek w równie nie bramkowych sytuacjach, w dodatku nie strzelając ich w warunkach ku temu sprzyjających. Gratuluje Lechii tego sukcesu i życzę jej by spełniła oczekiwania swoich nie mniej wspaniałych kibiców”

Jerzy Jastrzębowski:

„To był dla nas najcięższy, ze wszystkich pucharowych meczów tej edycji. No, ale stawka była najwyższa. Wystarczyło tylko zerknąć na stojący na stole, tuż przy linii autowej boiska puchar, by wydusić z siebie resztki sił. Mimo sukcesu doskonale znamy swoje słabości. Drużyna ta, o średniej wieku 22 lata, wymaga wzmocnień na kilku pozycjach. Konkretnych piłkarzy na konkretne pozycje, a nie transfery na żywioł. Nie popełnimy błędów sprzed lat, kiedy zakupiliśmy hurtem 12 piłkarzy i potem niewiadomo było co z nimi zrobić.”

Drużyny w meczu  grały w następujących składach:

Lechia: Tadeusz Fajfer, Andrzej Marchel, Lech Kulwicki, Andrzej Salach, Dariusz Raczyński, Zbigniew Kowalski (Roman Józefowicz ‘40), Jacek Grembocki, Marek Kowalczyk, Dariusz Wójtowicz, Krzysztof Górski, Ryszard Polak (Jarosław Klinger ‘63).

Piast: Jan Szczech, Henryk Pałka, Adam Wilczek, Ryszard Kałużyński, Jan Mirka, Marcin Żemaitis, Andrzej Śliz, Zbigniew Żuraw, Marian Czernohorski, Marek Majka, Marian Brzezoń (Henryk Tkocz ‘76).

Udział w Pucharze Zdobywców Pucharów to jak dotąd najlepszy wynik gdańskiej drużyny. Michel Platini, Zbigniew Boniek czy Paolo Rossi to dawni zawodnicy Juventusu Turyn, z którym przyszło walczyć gdańszczanom. Oglądając dziś te znane postaci światowego futbolu przy okazji Euro 2012 warto pamiętać także o tamtej wielkiej drużynie Lechii.

[MS]

Piłkarski turniej polonijny – Warszawa 1934

Posted in Dyscypliny i konkurencje, I Igrzyska Polonii zza granicy 1934, Imprezy, Piłka nożna, Wystawa 2012 on Czerwiec 22, 2012 by prussport

W opublikowanym ostatnio na łamach „Dziennika Bałtyckiego” artykule opowiadałem o I. Igrzyskach Polonii zza granicy, jakie odbyły się na początku sierpnia 1934 r. w Warszawie. Znalazła się tam także informacja o reprezentacji piłkarskiej Polonii z Wolnego Miasta Gdańska. W związku z zainteresowaniem wątek piłkarski trzeba nieco rozwinąć. W igrzyskach wzięło udział 12 reprezentacji Polonii z różnych krajów świata oraz reprezentacja Gdańska. W skład licznej drużyny gdańskiej weszli oczywiście piłkarze, a drużyna ta oparta była głównie o zawodników KS „Gedania”. Klub ten już wcześniej dał się poznać z dobrych występów poza granicami Wolnego Miasta Gdańska, także na terenie Polski, o czym będzie jeszcze okazja napisać. Z występem piłkarzy wiązano więc duże nadzieje. Tymczasem już w pierwszej rundzie „Gdańszczanie” ulegli „Niemcom” w stosunku 1:2. Rozczarowaniem, oprócz wyniku, była jeszcze słaba forma piłkarzy z Gdańska. Bramki w tym meczu strzelili: Kwałek i Ulrich a dla pokonanych Piasecki z karnego. Inne wyniki pierwszej rundy przedstawiały się następująco: „Rumunia” – „Francja” 1:0 (rozstrzygającą bramkę strzelił Kaczmarski w 139 min. gry!); „Czechosłowacja” – „Austria” 8:0 (absolutna dominacja Polaków pochdozących z Karwiny); „Belgia” – „Łotwa” 3:2 (filarem zespołu belgijskiego był dawny gracz Polonii Warszawa Jelski).

W półfinałach spotkały się pary: „Czechosłowacja” – „Ruminia” 4:2 (Polacy z Rumunii grali bardzo defensywnie, kryjąc jeden na jeden, co jednak nie przyniosło rezultatów); „Niemcy” – Belgia” 4:1 (w tym jednostronnym meczu bramki strzelali: Drukarczyk, Burczyk, Kwałek, Ulrich – Lubański). Tym samym do finału awansowały drużyny „Czechosłowacji” i „Niemców”

Mecz był prowadzony pod dyktando lepszych technicznie „Czechów”. Gra była z obu stron przemyślana, ambitna i fair. jedynym wyjątkiem był brzydki faul i pierwsze (i ostatnie) w turnieju wykluczenie piłkarza drużyny z Niemiec. W 15. i 18. min. meczu dwie bramki zdobył prawy łącznik „Czechosłowacji” Stonawski. To zapewniło zwycięstwo w całym turnieju.

Jak napisał „Przegląd Sportowy”: Na zwycięzcach turnieju-Polonii Karwińskiej znać już wyraźnie dobrą szkołę czeską. W grze ich może zawieść wykonanie techniczne, szybkość czy celność strzału, ale nie zawiedzie nigdy koncentracja myślowa. Każde podanie ma tam swój sens i treść, niema prawie zupełnie bezmyślnego walenia piłki, aby dalej, aby wyżej, słowem – same podstawy tej gry są takie, że życzymy ich wszystkim bez wyjątku naszym zespołom ligowym. Po doświadczeniach EURO 2012 do życzeń się przyłączamy.

Do tej krótkie piłkarskiej historii, bardzo ważnych i prestiżowych Igrzysk rozegranych w Warszawie, całkiem niespodzianie życie dopisało ciąg dalszy. Otóż w jednym z domów aukcyjnych znalazłem wystawioną na sprzedaż główną nagrodę w tym turnieju – gustownie wykonaną dyplom-plakietę. Taką samą, należącą do Stanisławy Walasiewicz, pokazujemy na wystawie „Citius-Altius-Fortius” w Ratuszu Głównomiejskim w Gdańsku.

Niestety było to już rok po aukcji i nie mogłem się do niej osobiście włączyć. Ciekaw tylko jestem, czy została kupiona przez instytucję, czy osobę prywatną i czy kiedykolwiek jeszcze zostanie wystawiona na widok publiczny, jako pamiątka ważnych Igrzysk, ważnego piłkarskiego turnieju.


 

Futbolowe „złote usta”, cz. 1

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Piłka nożna on Czerwiec 20, 2012 by prussport

Historia futbolu obfituje w wiele błyskotliwych wypowiedzi. Cóż, trenerzy i piłkarze nie zawsze sprawnie posługują się językiem a jeżeli dodamy do tego jeszcze emocje towarzyszące wypowiedziom to … wychodzi, co wychodzi.

Często wynika to po prostu z niedostatecznej znajomości obcego języka. Giovanni Trapattoni, dziś trener Irlandczyków, podczas pracy w Niemczech stwierdził nie mniej ni więcej, że „Ljuboja nie gra, bo ma kontuzjowanego … knedla”. Tomas Rosicky z kolei oznajmił, że „Fredi (Bobic) nasrał dziś trzy gole, co oczywiście wynika z różnicy między czasownikami „schiessen” – strzelać i „scheissen” – srać. Cóż, nie każdy jest w stanie szybko i dobrze opanować język Goethego. Brazylijski napastnik Werderu Brema nie uczyni tego zapewne nigdy, bo jak się mówi w Niemczech „niemiecki nie idzie mu płynniej niż pingwinowi latanie”.

Czasem jednak opanowanie języka obcego nie ma tu nic do rzeczy. Wypowiedzi są proste i ostre. „Na boisku były dwie drużyny i jeszcze coś” – to trener Energie Cottbus Bojan Prasnikar o sędzim a Cristiano Ronaldo rzucił do Stevena Taylora z Newcastle Utd: „Jesteś piłkarzem-śmieciem”. Ostro? No to sięgnijmy do boiskowych mądrości. Od mędrców roi się w Anglii. Oto David Pleat przekonywał, że „mecz nie jest wygrany dopóki jest przegrany”. Walijczyk Ian Rush: „Niemcy są ciężkim przeciwnikiem. Mają dziś jedenastu reprezentantów na boisku” a trener Liverpoolu Bill Shankly szukając transferowego alibi: „milion trenerów nie kupiłoby go i ja byłbym jednym z nich”. Z kolei będący przedmiotem transakcji między Manchesterem Utd i Realem Madryt, David Beckham, stwierdził, że „czuje się jak sztuka mięsa”. Bardzo staro z kolei czuł się reprezentant Niemiec Kevin Kuranyi, kiedy stwierdził komentując styl gry Borussii Moenchengladbach: „taki system widziałem ostatnio przed sześćdziesięcioma laty”. Ze starością wiążę się określone problemy. Ten sam zawodnik oburzony po kontroli dopingowej: „zrobiłem dokładnie 75 mm ale teraz potrzebują 90!”. Ciężkie jest życie napastnika. Na koniec bremeńczyk, Claudio Pizarro, po serii spotkań z HSV: „W ostatnich dwóch tygodniach miałem więcej kontaktów z Mathijsenem niż z własną żoną”. Futbol to chyba gra przyjemna, choć nie zawsze: „Kiedy widzi się, kto dziś gra w napadzie reprezentacji, to stwierdzić trzeba, że kiedyś nie mogliby nawet powąchać piłki” – to bezlitosny dla Gomeza, Klose i Podolskiego Gerd Mueller. Cóż, ostro było na początku i ostro kończymy, ale ciąg dalszy nastąpi.

Skorzystałem z cząstki zbiorów Arnda Zeiglera, z Bremy oczywiście.

%d blogerów lubi to: