Archiwum dla Październik, 2012

Z ucznia stać się nauczycielem

Posted in Edukacja, Jacek Manuszewski, Lechia Gdańsk, Ludzie, Piłka nożna on Październik 28, 2012 by prussport

Czasem dobrze jest kiedy uczeń staje się nauczycielem. Poznając każdy szczebel umiejętności z czasem dzieli się swoją wiedzą z młodszymi. Im trudniej sam osiągnął upragniony cel tym z większą pasją i zaangażowaniem zaszczepia je swoim wychowankom. Pogoń Smętowo, Pomezania Malbork, Zagłębie Lubin, Górnik Polkowice i Lechia Gdańsk. Od klubów niższych lig po ekstraklasę, w której zagrał blisko 200 spotkań. Jacek Manuszewski – piłkarz, zawodnik z opaską kapitańską obecnie trener początkujących młodych zawodników Gryfa Tczew / rocznik 2002 /.Dzisiaj po zakończeniu towarzyskiego turnieju kilku pomorskich drużyn powiedział, iż wynik nie jest jeszcze w tym momencie najważniejszy. Nie liczy się kto zajął pierwsze a kto ostatnie miejsce. Najważniejsze są małe kroki, które przybliżają do stania się w przyszłości nowymi „ Bońkami, Lubańskimi czy Młynarczykami”. Bo w tej całej zabawie najważniejsze jest aby wszczepić  tym młodym, że styl ma równie wielką wartość co sam sukces.

Reklamy

Deyna znowu w Starogardzie

Posted in Boiska i stadiony, Kazimierz Deyna, Piłka nożna on Październik 23, 2012 by prussport

Z trybun wypatruje swoich następców Kaka. Ilu młodych piłkarzy wie, że nie  chodzi tu o brazylijczyka…

 

UKS Orzeł Malbork – II liga siatkówki kobiet

Posted in Kluby i drużyny, UKS Orzeł Malbork on Październik 17, 2012 by prussport

Wszystkich miłośników siatkówki zachęcam do spędzenia najbliższego weekendu na sportowo. Kolejne swoje spotkanie w II lidze kobiet rozegra UKS Orzeł Malbork. W sobotę o godzinie 18:00 w hali widowiskowo-sportowej Gimnazjum nr 3  zmierzy się z KS Murowana Goślina. Oba zespoły rozgrywki rozpoczęły od przegranej a więc w sobotnim spotkaniu jedna z drużyn zaliczy pierwszą wygraną.

Warto dodać, iż UKS Orzeł Malbork to aktualny i ubiegłoroczny mistrz Polski młodziczek. Jest więc nadzieja na przyszłe seniorskie sukcesy.

Może Oni kiedyś wygrają z Anglią?

Posted in Piłka nożna on Październik 16, 2012 by prussport

Gorączka przedmeczowa trwa. Ustalanie składu, ocenianie szans, wyliczanie kontuzji, emocjonowanie się meczem „100 – lecia”. W cieniu tego wszystkiego trenują młodzi chłopcy ze Szkółki Piłkarskiej Młoda Pomezania. Pewnie dzisiaj wszyscy zasiądą przed telewizorami wyliczając z pamięci nazwiska i kluby zarówno polskich jaki i angielskich piłkarzy. Czy któryś z nich wybiegnie kiedyś na boisko z orzełkiem na piersi?

Z odpowiedzią musimy jeszcze kilka lat poczekać:-)

O wychowaniu fizycznym słów kilka

Posted in Edukacja on Październik 10, 2012 by prussport

Echa igrzysk już przebrzmiały lecz sprawa kondycji polskiego sportu nadal aktualna. Zajęcia w szkole nazywane wychowaniem fizycznym czy kulturą fizyczną jaką dziś przybierają formę? Jaka jest więc forma tej kultury fizycznej? Zachęcam do dyskusji  czym jest dziś sport w wydaniu szkolnym. Podstawą kaształtowania młodego człowieka – nie tylko w wymiarze tężyzny – czy tylko uzupełnieniem grafiku godzin w planie lekcji. Niech podstawą dyskusji bedzie głos Tomasza Majewskiego opublikowany w portalu onet.pl

Debata goni debatę, a działań brakuje – tak w skrócie przedstawia się sytuacja z naprawą polskiego sportu. Ze schematu wyłamuje sie program „Lider Animator”. W zakończonym w tym tygodniu konkursie solidnymi nagrodami finansowymi zostały uhonorowane osoby szczególnie zasłużone w zachęcaniu Polaków do uprawiania sportu

Twarzą kampanii jest dwukrotny złoty medalista olimpijski Tomasz Majewski. – Dobro polskiego sportu leży mi na sercu, jestem w to mocno zaangażowany – mówi w rozmowie z Onetem.

Jednym z pana postulatów, dotyczących poprawy kondycji polskich dzieci, jest to, by WF w szkołach traktować jak każdy inny przedmiot. Jeśli ktoś nie zaliczy, nie zda do następnej klasy.
Może to trochę brutalnie zabrzmi, ale jeśli nie da się dzieciaków zachęcić do sportu po dobroci, to trzeba je jakoś zmusić. Nie może być tak, że jeżeli ktoś nie ćwiczy, to dostaje trójkę z WF-u i ma z głowy. Rozwój fizyczny powinien być tak samo poważnie traktowany, jak rozwój umysłowy. Żebyśmy mogli pracować do 67 roku życia, a nie leczyć się od pięćdziesiątki.

Gdy pan mówił, że dziecko mogłoby nie zdać z WF-u, na sali pojawiały się uśmiechy.
– I to jest tragedia, jeżeli my, osoby odpowiedzialne za polski sport, traktujemy tę kwestię z przymrużeniem oka. Ja innego sposobu na wyjście z marazmu nie widzę. Jak mówiłem, jeśli się nie da po dobroci… Problem jest taki, że dla dziecka świat dookoła stał się atrakcyjny i kolorowy, a sport pozostał czarno-biały, jak w poprzedniej epoce. Brakuje infrastruktury. Rodzice nie palą się, by posyłać dzieci na treningi, jeżeli odbywają się w zatęchłej sali bez szatni i ciepłej wody pod prysznicem. Masowo wypisują zwolnienia z WF-u. A potem mamy efekty – otyłość i krzywe kręgosłupy. Sport wyczynowy nie ma skąd czerpać.

Zmiany wymaga program nauczania?
– Dziś obowiązuje szkodliwa zasada, że dziecko samo wybiera rodzaj aktywności na lekcji. Moim zdaniem, WF powinien być oparty na dwóch dyscyplinach – lekkoatletyce i gimnastyce. To zapewnia ogólny rozwój sportowy i daje dobrą bazę wyjściową dla wszystkich dyscyplin.

Po igrzyskach w Londynie minister sportu Joanna Mucha zapowiedziała wprowadzenie programu naprawczego. Miał pan okazję przedyskutować z nią swoje pomysły?
– Tak, spotkaliśmy się. Pani minister przedstawiła swoje plany, ale brakowało mi w tym konkretów. Hasłami to i ja, i pan możemy rzucać na lewo i prawo. Chciałbym usłyszeć, jakie pani minister ma sposoby na realizację tych haseł. Jakie mamy środki finansowe, jak możemy zmusić środowisko, do działania na nowych warunkach.

Osią programu jest wprowadzenie dyscyplin strategicznych, w które ministerstwo zainwestuje większość swoich środków.
– Nie wierzę, by to zdało egzamin. Chcemy z lekkoatletyki zrobić dyscyplinę strategiczną? OK, na początek proszę zbudować dziesięć wymiarowych hal z bieżnią. Bo mamy w Polsce jedną z prawdziwego zdarzenia, a zima trwa cztery miesiące. Mamy się wszyscy w tej jednej hali pomieścić, żeby normalnie zimą trenować? Zbudujcie nam hale i wtedy porozmawiamy. Jeśli nie ma na to pieniędzy, to nie rozśmieszajcie mnie jakimiś dyscyplinami strategicznymi.

Czyli znowu odbijamy się od ściany, bo brakuje pieniędzy?
Nie wydamy na sport tyle co Wielka Brytania, ale pieniądze w Polsce nie są takie małe. Trzeba je tylko odpowiednio wydawać. Weźmy przykład z Węgrów, którzy nie są poza naszym zasięgiem finansowym. Wprowadzili rozsądny program, w Londynie zdobyli osiem złotych medali i zajęli dziewiąte miejsce w klasyfikacji medalowej. My pieniądze mamy przede wszystkim w samorządach, ale niektórzy urzędnicy wydają je na sport, a inni nie. Negatywnym przykładem jest Warszawa i województwo mazowieckie. Sport w stolicy umiera. To cud, że w stołecznych klubach wyrośli sportowcy, którzy przynieśli nam dwa medale igrzysk. Województwo wykłada mało pieniędzy na sport, a miasto Warszawa wydaje je na jakieś dziwne projekty, które niczemu nie służą. Kluby, które szkolą zawodników w dyscyplinach olimpijskich, są potwornie zaniedbane i lecą już tylko siłą rozpędu. Pytacie mnie o receptę na naprawę sportu? Zadbajmy o to, co już mamy. Urzędnicy debatują i debatują, a pod ich nosami rozpadają się wieloletnie struktury.

W poniedziałek polscy medaliści otrzymali nagrody finansowe z PKOl. Za złoty medal 120 tysięcy złotych. Łącznie nieco ponad milion. Jak to porównać z gestem Władimira Putina, który blisko setce rosyjskich medalistów wręczył kluczyki do samochodów Audi?
– Porównać? Haha, no proszę cię. Rosja pokazała, że jest potęgą, świetne marketingowe zagranie. Nasze nagrody? No cóż, dali tyle, ile mieli. Tylko proszę cię, napiszmy chociaż raz, że to nie są nagrody od polskiego państwa, bo PKOl jest stowarzyszeniem, które samo się finansuje. To były pieniądze od sponsorów.

Hmm, ale przy wręczaniu nagród przemawiała pani minister Mucha…
– No tak, została zaproszona. Ministerstwo też daje jakieś granty, ale te główne nagrody pochodzą z PKOl. Ja oczywiście nie narzekam, bo zarabiam na sporcie. Narzekać mogą ci, dla których nagroda za medal powinna być wynagrodzeniem za lata pracy. Oni na swoim poświęceniu inaczej zarabiać nie mogą. W sportach indywidualnych nie ma niestety pieniędzy. Lekkoatletyka jest tu wyjątkiem, bo mamy mitingi. Jak dużo startujesz i masz wyniki, to zarabiasz. Ale zapaśnicy, sztangiści? Pieniądze dla nich mogą pochodzić tylko z ministerstwa, lub z klubów.

Bez wynagrodzeń dla sportowców nie będzie wyczynu na wysokim poziomie?
– Wymaga się od nas, byśmy byli superprofesjonalistami, bo tylko tacy walczą o medale. Z takimi musimy rywalizować. Tylko jak tu być superprofesjonalistą, gdy człowiek się martwi, co do garnka włożyć? Jak masz rodzinę, to już w ogóle nie możesz się skupić na treningach. W domowym budżecie brakuje dwóch tysięcy i to jest twój problem, a nie jakieś tam wyniki. Powtórzę, że mówię tutaj w imieniu kolegów z innych dyscyplin, bo lekkoatleci nie mogą narzekać.

Mówi pan bardzo przekonująco, może Tomasz Majewski powinien zostać ministrem sportu?
Nie, nie. Ja na razie zajmuję się uprawianiem sportu, to mi najlepiej wychodzi. Leży mi na sercu dobro polskiego sportu i jestem w to bardzo zaangażowany. Ale w polityce na razie niech się wykazują inni.

Z jakim nastawieniem oczekuje pan na igrzyska w Rio?
– W 2016 roku będę miał 35 lat, więc to jeszcze wiek używalności dla kulomiota. Chcę się przygotować jak najlepiej, powalczyć, a potem pewnie będę kończył karierę. Tak sobie zaplanowałem już wcześniej.

W zeszłym roku pytałem pana, czy jest pan już sportowcem sytym. Wtedy zdecydowanie pan zaprzeczył. A dziś?
– No, trochę się nasyciłem. Mam to co chciałem i to nawet podwójnie. Ale jeszcze nie wszystko osiągnąłem. Nie byłem mistrzem świata, ani mistrzem Europy na stadionie. Nie przekroczyłem 22 metrów. To mnie napędza, ale nie zaprzeczę – ze swoimi osiągnięciami trudniej mi się zmobilizować niż kolegom głodnym sukcesów.

%d blogerów lubi to: