O wychowaniu fizycznym słów kilka

Echa igrzysk już przebrzmiały lecz sprawa kondycji polskiego sportu nadal aktualna. Zajęcia w szkole nazywane wychowaniem fizycznym czy kulturą fizyczną jaką dziś przybierają formę? Jaka jest więc forma tej kultury fizycznej? Zachęcam do dyskusji  czym jest dziś sport w wydaniu szkolnym. Podstawą kaształtowania młodego człowieka – nie tylko w wymiarze tężyzny – czy tylko uzupełnieniem grafiku godzin w planie lekcji. Niech podstawą dyskusji bedzie głos Tomasza Majewskiego opublikowany w portalu onet.pl

Debata goni debatę, a działań brakuje – tak w skrócie przedstawia się sytuacja z naprawą polskiego sportu. Ze schematu wyłamuje sie program „Lider Animator”. W zakończonym w tym tygodniu konkursie solidnymi nagrodami finansowymi zostały uhonorowane osoby szczególnie zasłużone w zachęcaniu Polaków do uprawiania sportu

Twarzą kampanii jest dwukrotny złoty medalista olimpijski Tomasz Majewski. – Dobro polskiego sportu leży mi na sercu, jestem w to mocno zaangażowany – mówi w rozmowie z Onetem.

Jednym z pana postulatów, dotyczących poprawy kondycji polskich dzieci, jest to, by WF w szkołach traktować jak każdy inny przedmiot. Jeśli ktoś nie zaliczy, nie zda do następnej klasy.
Może to trochę brutalnie zabrzmi, ale jeśli nie da się dzieciaków zachęcić do sportu po dobroci, to trzeba je jakoś zmusić. Nie może być tak, że jeżeli ktoś nie ćwiczy, to dostaje trójkę z WF-u i ma z głowy. Rozwój fizyczny powinien być tak samo poważnie traktowany, jak rozwój umysłowy. Żebyśmy mogli pracować do 67 roku życia, a nie leczyć się od pięćdziesiątki.

Gdy pan mówił, że dziecko mogłoby nie zdać z WF-u, na sali pojawiały się uśmiechy.
– I to jest tragedia, jeżeli my, osoby odpowiedzialne za polski sport, traktujemy tę kwestię z przymrużeniem oka. Ja innego sposobu na wyjście z marazmu nie widzę. Jak mówiłem, jeśli się nie da po dobroci… Problem jest taki, że dla dziecka świat dookoła stał się atrakcyjny i kolorowy, a sport pozostał czarno-biały, jak w poprzedniej epoce. Brakuje infrastruktury. Rodzice nie palą się, by posyłać dzieci na treningi, jeżeli odbywają się w zatęchłej sali bez szatni i ciepłej wody pod prysznicem. Masowo wypisują zwolnienia z WF-u. A potem mamy efekty – otyłość i krzywe kręgosłupy. Sport wyczynowy nie ma skąd czerpać.

Zmiany wymaga program nauczania?
– Dziś obowiązuje szkodliwa zasada, że dziecko samo wybiera rodzaj aktywności na lekcji. Moim zdaniem, WF powinien być oparty na dwóch dyscyplinach – lekkoatletyce i gimnastyce. To zapewnia ogólny rozwój sportowy i daje dobrą bazę wyjściową dla wszystkich dyscyplin.

Po igrzyskach w Londynie minister sportu Joanna Mucha zapowiedziała wprowadzenie programu naprawczego. Miał pan okazję przedyskutować z nią swoje pomysły?
– Tak, spotkaliśmy się. Pani minister przedstawiła swoje plany, ale brakowało mi w tym konkretów. Hasłami to i ja, i pan możemy rzucać na lewo i prawo. Chciałbym usłyszeć, jakie pani minister ma sposoby na realizację tych haseł. Jakie mamy środki finansowe, jak możemy zmusić środowisko, do działania na nowych warunkach.

Osią programu jest wprowadzenie dyscyplin strategicznych, w które ministerstwo zainwestuje większość swoich środków.
– Nie wierzę, by to zdało egzamin. Chcemy z lekkoatletyki zrobić dyscyplinę strategiczną? OK, na początek proszę zbudować dziesięć wymiarowych hal z bieżnią. Bo mamy w Polsce jedną z prawdziwego zdarzenia, a zima trwa cztery miesiące. Mamy się wszyscy w tej jednej hali pomieścić, żeby normalnie zimą trenować? Zbudujcie nam hale i wtedy porozmawiamy. Jeśli nie ma na to pieniędzy, to nie rozśmieszajcie mnie jakimiś dyscyplinami strategicznymi.

Czyli znowu odbijamy się od ściany, bo brakuje pieniędzy?
Nie wydamy na sport tyle co Wielka Brytania, ale pieniądze w Polsce nie są takie małe. Trzeba je tylko odpowiednio wydawać. Weźmy przykład z Węgrów, którzy nie są poza naszym zasięgiem finansowym. Wprowadzili rozsądny program, w Londynie zdobyli osiem złotych medali i zajęli dziewiąte miejsce w klasyfikacji medalowej. My pieniądze mamy przede wszystkim w samorządach, ale niektórzy urzędnicy wydają je na sport, a inni nie. Negatywnym przykładem jest Warszawa i województwo mazowieckie. Sport w stolicy umiera. To cud, że w stołecznych klubach wyrośli sportowcy, którzy przynieśli nam dwa medale igrzysk. Województwo wykłada mało pieniędzy na sport, a miasto Warszawa wydaje je na jakieś dziwne projekty, które niczemu nie służą. Kluby, które szkolą zawodników w dyscyplinach olimpijskich, są potwornie zaniedbane i lecą już tylko siłą rozpędu. Pytacie mnie o receptę na naprawę sportu? Zadbajmy o to, co już mamy. Urzędnicy debatują i debatują, a pod ich nosami rozpadają się wieloletnie struktury.

W poniedziałek polscy medaliści otrzymali nagrody finansowe z PKOl. Za złoty medal 120 tysięcy złotych. Łącznie nieco ponad milion. Jak to porównać z gestem Władimira Putina, który blisko setce rosyjskich medalistów wręczył kluczyki do samochodów Audi?
– Porównać? Haha, no proszę cię. Rosja pokazała, że jest potęgą, świetne marketingowe zagranie. Nasze nagrody? No cóż, dali tyle, ile mieli. Tylko proszę cię, napiszmy chociaż raz, że to nie są nagrody od polskiego państwa, bo PKOl jest stowarzyszeniem, które samo się finansuje. To były pieniądze od sponsorów.

Hmm, ale przy wręczaniu nagród przemawiała pani minister Mucha…
– No tak, została zaproszona. Ministerstwo też daje jakieś granty, ale te główne nagrody pochodzą z PKOl. Ja oczywiście nie narzekam, bo zarabiam na sporcie. Narzekać mogą ci, dla których nagroda za medal powinna być wynagrodzeniem za lata pracy. Oni na swoim poświęceniu inaczej zarabiać nie mogą. W sportach indywidualnych nie ma niestety pieniędzy. Lekkoatletyka jest tu wyjątkiem, bo mamy mitingi. Jak dużo startujesz i masz wyniki, to zarabiasz. Ale zapaśnicy, sztangiści? Pieniądze dla nich mogą pochodzić tylko z ministerstwa, lub z klubów.

Bez wynagrodzeń dla sportowców nie będzie wyczynu na wysokim poziomie?
– Wymaga się od nas, byśmy byli superprofesjonalistami, bo tylko tacy walczą o medale. Z takimi musimy rywalizować. Tylko jak tu być superprofesjonalistą, gdy człowiek się martwi, co do garnka włożyć? Jak masz rodzinę, to już w ogóle nie możesz się skupić na treningach. W domowym budżecie brakuje dwóch tysięcy i to jest twój problem, a nie jakieś tam wyniki. Powtórzę, że mówię tutaj w imieniu kolegów z innych dyscyplin, bo lekkoatleci nie mogą narzekać.

Mówi pan bardzo przekonująco, może Tomasz Majewski powinien zostać ministrem sportu?
Nie, nie. Ja na razie zajmuję się uprawianiem sportu, to mi najlepiej wychodzi. Leży mi na sercu dobro polskiego sportu i jestem w to bardzo zaangażowany. Ale w polityce na razie niech się wykazują inni.

Z jakim nastawieniem oczekuje pan na igrzyska w Rio?
– W 2016 roku będę miał 35 lat, więc to jeszcze wiek używalności dla kulomiota. Chcę się przygotować jak najlepiej, powalczyć, a potem pewnie będę kończył karierę. Tak sobie zaplanowałem już wcześniej.

W zeszłym roku pytałem pana, czy jest pan już sportowcem sytym. Wtedy zdecydowanie pan zaprzeczył. A dziś?
– No, trochę się nasyciłem. Mam to co chciałem i to nawet podwójnie. Ale jeszcze nie wszystko osiągnąłem. Nie byłem mistrzem świata, ani mistrzem Europy na stadionie. Nie przekroczyłem 22 metrów. To mnie napędza, ale nie zaprzeczę – ze swoimi osiągnięciami trudniej mi się zmobilizować niż kolegom głodnym sukcesów.

Reklamy

Komentarze 4 to “O wychowaniu fizycznym słów kilka”

  1. A ja mam pewne doświadczenia ostatnio ze sportem w wykonaniu maluchów, starsza latorośl gra w piłkę nożną i jest dramat by się dostać na Orlika, by wynająć halę sportową dla treningu maluchów, przynajmniej w Malborku, choć z Orlikami tak jest wszędzie, niestety młodzi użytkownicy boisk i chcący grać są na równi traktowani ze zorganizowanymi grupami dorosłych, którzy rezerwują sobie boisko na np pól roku z góry. Szkoda trochę idei Orlików, po wybudowaniu pozostawiono to samym sobie bez planu, bez pomysłu na promowanie sportu wśród najmłodszych i preferencyjnie traktowanie ich zapału, bo w końcu to tylko maluchy w wieku np 7-10 lat. Niestety też w szkole młody nie ma boiska i nie ma hali sportowej, a chodzi do nowowybudowanej szkoły… Ręce opadają

  2. Pomysł z Orlikami był wyjatkowy i napawał optymizmem na poprawę sytuacji w sporcie. Zabrakło jednak opracowania metody zarządzania takimi obiektami. Nie mam nic przeciwko żeby korzystać z Orlików mogły „zakładowe” drużyny.Sam też w takiej drużynie gram.Należy jednak znaleść złoty środek i dopuscić do korzystania z tych miejsc grup najmłodszych a wiem, że z tym jest róznie. Nie mam wiedzy ale czy na Orlikach mogą mieć praktyki studenci AWF-u? Co więcej czy absolwenci takich uczelni nie powinni być animatorami dzielacymi się swoją wiedzą. Nie słyszałem też aby zarzadcy Orlików urzadzali pikniki czy festyny sportowe zachęcające do uprawiania sportu.ps. Należy pamietać,że wiele przyszłych gwiazd sportu swoją karierę zawdzięcza nie własnej chęci uprawiania sportu lecz „pomocnej” dłoni, która ich do tego sportu zachęciła.

  3. Problem Orlików dostrzeżono w czasie wyborów prezeza PZPN. Zauważono / lepiej późno niż wcale / brak animatorów takich miejsc i ich edukacyjnego charakteru. W chwili obecnej boiska poprawiają estetykę betonowych osiedli gdzie na ścianach łatwo dojrzeć tabliczkę ” Zakaz gry w piłkę”. Czas aby Orliki wystartowały bo na razie to nieloty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: