Archive for the Roman Korynt Category

Jim Thorpe i Roman Korynt, cz. 2

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Ludzie, Piłka nożna, Roman Korynt on Lipiec 19, 2011 by prussport

Roman Korynt nie jest oczywiście tak znany jak opisany Indianin z plemienia Lisów. Znają go głównie kibice gdańskiej Lechii i wybrzeżowej piłki. A jednak dramat, jaki przeżył, choć mało opisywany i znany kibicom, jest porównywalny z przeżyciami Thorpe’a. W 1959 r. kariera piłkarza Lechii sięgała zenitu. Miał 32 lata, znajdował się u szczytu swoich możliwości fizycznych, popartych olbrzymim już doświadczeniem. Oceniano, że był najlepszym środkowym obrońcą w Polsce. Był podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski, jej kapitanem nawet w czterech spotkaniach. Na koniec roku miał na końcu 35 spotkań w kadrze. Dziś wydaje się to liczbą niewielką ale wtedy reprezentacja rozgrywała o wiele mniej oficjalnych spotkań niż dzisiaj. W latach 1955-59 kadra rozegrała zaledwie 32 mecze. Korynt zagrał w 31! Udane występy sprawiły, że piłkarz poważnie zaczął myśleć o występie na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie w 1960 r. Niestety mecz z Izraelem w 1959 okazał się być ostatnim w reprezentacyjnej karierze Romana Korynta. To był też koniec olimpijskich marzeń piłkarza. Kontuzja? Słabsza forma? Nic z tych rzeczy. Został przez kierownictwo PZPN uznany za niegodnego noszenia koszulki z białym orłem i odsunięty od kadry. Za co? Oto w liście do znajomego z Niemiec zawodnik zwierzył się, że za występy w kadrze dostaje wynagrodzenie (za wygrany mecz 300 zł!). Znajomy (Polak, a jakże) sprzedał list jednej z bulwarówek i wkrótce ukazał się artykuł obnażający fikcyjne amatorstwo polskich piłkarzy. W gomułkowskiej Polsce wszyscy sportowcy byli amatorami. Oczywiście tylko oficjalnie, bowiem otrzymywali wynagrodzenie zatrudniani na fikcyjnych często etatach w zakładach pracy, otrzymujący premie za wygrane mecze, zawody czy tytuły, kwitujący pieniądze na tzw. dożywianie. Oficjalnie jednak nie można było o tym mówić i stąd tak radykalne działanie. Był podstawowy zawodnik reprezentacji Polski i … już go nie ma. Bez słowa wyjaśnienia. Na igrzyska do Rzymu pojechał dużo słabszy Władysław Kawula a nasz bohater musiał zadowolić się ligową codziennością. W lidze zresztą był nadal wybijającą się postacią. O ile mi wiadomo nigdy nie został przeproszony a historia ta popada w zapomnienie i coraz częściej w publikacjach odnotowuje się po prostu koniec reprezentacyjnej kariery Korynta. Kulisy wydarzeń, dramatyczne zderzenie z bezdusznym systemem, odchodzi w niepamięć.

W 2009 r., kiedy kończył 80 lat wyprowadził jako kapitan drużynę Lechii do meczu z Lechem Poznań

Korzystałem ze wspaniałej ksiązki M. Andrzejewskiego, Roman Korynt. Legenda gdańskiej „Lechii”, Gdańsk 2004.

Reklamy
%d blogerów lubi to: