Archive for the Mecze Category

Lechia-Sheffield Utd.

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Kluby i drużyny, Lechia Gd.-Sheffield Utd-17. 07. 1974, Lechia Gdańsk, Piłka nożna, Sheffield United with tags , , , on Sierpień 21, 2012 by prussport

Wybrzeżowi piłkarze (podobnie jak ci z Warmii i Mazur) nigdy nie rozpieszczali swoich kibiców. Na boiskach od zawsze brakowało meczów o stawkę, z prawdziwymi emocjami. Z braku takich kibice zmuszeni byli (i są?) do emocjonowania się meczami towarzyskimi. Jeden z nich odbył się 17 lipca 1974 r. na stadionie przy ul. Traugutta. Do Gdańska przyjechał zespół I ligi angielskiej (najwyższa klasa rozgrywkowa), jeden z najstarszych zespołów na świecie – Sheffield United (rok powstania – 1889). Klub z ojczyzny futbolu zawsze robi wrażenie a Sheffield (dziś trochę zapomniana firma) ma na swoim koncie i tytuł mistrzowski (1898) i Puchar Anglii (1899, 1902, 1915, 1925). W Gdańsku zjawił się w najsilniejszym składzie z reprezentantem Anglii, Tonym Currie oraz Keithem Eddy’m czy Allanem Woodwardem. Currie grał nawet w słynnym meczu na Wembley.

Lechia (wówczas II-ligowa) podeszła do tego meczu bardzo poważnie. Piłkarze przebywali na kilkudniowym obozie w Szczecinku a do tego meczem tym miał zadebiutować nowy trener gdańszczan – Wojciech Łazarek. Spotkanie zapowiadało się więc bardzo interesująco. Jak to zwykle jednak bywa z dużej chmury spadł mały deszcz. Ok. 8 tys. kibiców oglądało spotkanie raczej nudne, z ambitnymi atakami Lechistów i stojącą grą wyspiarzy. Zakończyło się najgorszym z remisów – 0:0.

Lechia: Słabik, Musiał (Sęk), Górski, Tokarz, Gładysz, Jahn, Głownia (Bestkowski), Radowski, Korynt (Delega), Makowski, Głos.

Sheffield Utd: J. Brown, L. Badger, A. Ogden, C. Franks (T. Hemsley), S. Goulding, M. Speight, A. Woodward, T. Currie, B. Dearden (T. Nicholl), J. Bradford, T. Field.

Dla drużyny angielskiej było to jeden z wielu przedsezonowych spotkań przygotowawczych dla kibiców i piłkarzy w Gdańsku wydarzenie. Na pamiątkę tego wydarzenia pozostało zdjęcie drużyny Sheffield z autografami i sympatycznymi pozdrowieniami dla kibiców i piłkarzy „F.C. LECHIA”  

 

25-lecie meczu Lechia-Juventus

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Lechia-Juventus - 28. 09. 1983, Mecze, Piłka nożna on Lipiec 15, 2012 by prussport

Nawiązując do niedawnego posta o tym historycznym meczu warto wspomnieć o meczu z udziałem jego bohaterów, jaki został rozegrany w 2008 r.

Trochę się chłopaki pozmieniali ale niektórych rozpoznać można bez pudła. Pełen serwis zdjęciowy z jubileuszowego spotkania znaleźć można tutaj. Bardzo polecam starszym i młodszym. Jakby nie patrzeć, to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii wybrzeżowej piłki klubowej.

PS. Jak widac na zdjęciach frekwencja nie dopisała ale też chyba i reklama. Choć uważam się za zainteresowanego (na meczu w 1983 r. byłem), to o jubileuszu nie słyszałem. Może ktoś podzieli się wspomnieniami?

Wielki mecz od innej strony

Posted in Dyscypliny i konkurencje, Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Lechia-Juventus - 28. 09. 1983, Mecze, Piłka nożna on Marzec 15, 2012 by prussport

Mecz Lechii Gdańsk z Juventusem Turyn to  najważniejsze wydarzenie piłkarskie w Gdańsku po II wojnie światowej a może i w ogóle. I nie chodzi tu wcale o poziom sportowy meczu czy fantastyczny wynik. Lechia poległa w dwumeczu z włoskim gigantem, choć w rewanżu, w Gdańsku stawiała zacięty opór. Było to sportowe święto w bardzo ciężkich społecznie i politycznie czasach. Jako 15-latek siedziałem na trybunach stadionu na Traugutta bodaj już od godz. 10.00, zajmując miejsce i czekając. Skupiałem się wtedy na aspekcie sportowym. Mecz jednak miał i inny, polityczny wymiar. O tym traktuje sfilmowany wykład. Ciekawy materiał.

Wschód? Na szczęście nie do końca (yes, yes, yes)

Posted in Aktualności, Mecze, Piłka nożna, Polska-Niemcy - 6. 09. 2011 on Wrzesień 7, 2011 by prussport

Historyczny mecz za nami. O samym spotkaniu napisano już tyle, że nie ma chyba sensu do tego wracać. Zwłaszcza, że nie zdążyłem obejrzeć dokładnie powtórek, bo na stadionie, wiadomo, nie wszystko można dokładnie zobaczyć i spokojnie przeanalizować. Bardzo dokładnie za to popatrzyłem na organizację spotkania. Wszak EURO za niecały rok.

Infrastruktura wokół stadionu nie istnieje, więc po przejściu przez ogródki działkowe dotarłem do wspaniale błyszczącej w słońcu PGE Areny. Pod stadionem kramiki tych, którzy jak napisano w programie meczu „produkują podróbki”, choć przecież niczego nie podrabiają. Ale wiadomo, że w tej chwili jedyny oficjalny dystrybutor biletów i pamiątek reprezentacji to Klub Kibica RP. Na jednym z kramików wypatrzyłem szalik, który mnie po prostu urzekł i który natychmiast dołączyłem do kolekcji: GRUNWALD 15. 07 1410. Z jednej strony piękny jagielloński orzeł z drugiej teutoński, czarny krzyż. Zapytałem sprzedawcę co ma wspólnego bitwa pod Grunwaldem z dzisiejszym meczem? „To był przecież nasz ostatni zwycięski mecz” – odparł nieco zdziwiony moją ignorancją. Yes, yes, yes – duch w narodzie nie ginie! Zaopatrzony w oryginalny gadżet udałem się pod stadion. Pierwsze zdziwienie: zostałem dokładnie choć kulturalnie obszukany i wylegitymowany. Biletu nie miałem, bo miałem go dopiero odebrać ale Pan na bramce dokładnie sprawdził  potwierdzenie przyjęcia zamówienia na bilet i mój PESEL. Miał prawo? Nie wiem. Dziwne, bowiem, jak się później okazało bilety były jeszcze dostępne w wolnej sprzedaży w kasie i jeżeli wpuszczano tylko tych, którzy mieli je już zamówione, to dla kogo były te sprzedawane? Ale to problem organizatorów. Moim problemem stał się odbiór biletu za który nie tak mało zapłaciłem, stając się oczywiście na 3 lata przymusowo fanem reprezentacji i członkiem Klubu Kibica RP (za jedyne trzy dychy).  Na ponad 20 kas jakie naliczyłem na stadionie czynne były tylko TRZY. Stanąłem do jednej z nich i po 20 min. stania okazało się, że ta akurat Kasa nie wydaje zamówionych biletów. Pozostały mi już więc tylko DWIE i po ponad godzinie stania otrzymałem upragniony bilet (tymczasem kolejki urosły, że stania było na przynajmniej dwie godzinki). Yes, yes, yes – czas żeby się czegoś napić, bo z emocji zaschło w gardle.  Widząc znajome namioty z napisem „Warka” udałem się tam ale okazało się, że w namiotach wydają koszulki i inne gadżety. Na moje pytanie o napoje, sprzedawca rozłożył ręce stwierdzając, że dzisiaj na ubogo.  Hmm, sympatycznie i miło a pić się chce. Na całym terenie około stadionowym, dla 40 000 kibiców przygotowano DWIE budki z jedzeniem o sympatycznej nazwie „Van Sznycel”. Kusiły napisami w języku polskim i po niemieckiemu (gramatycznie dziwne zaproszenie – cytuję z pamięci – „Iss unser Schnitzel”) ale nie ma co się czepiać. Niestety na dwie godziny przed meczem skończyły się kanapki, zapiekanki i frytki a pozostały tylko rzeczone sznycle, smażone na spalonym oleju na szybko, bo kolejka była pokaźna. W oczekiwaniu na Colę spędziłem kolejne pół godziny. Oczywiście na stadion żadnych napojów wnosić nie było można. Zakupiony napój specjalnie zatrudniony w tym celu Pan, sprawnie odkręcał. Znowu nie wiem dlaczego – on też nie wiedział, poza tym, że tak trzeba. A może zbierał zakrętki? OK, trzymając otwartą butelkę i bacząc aby nie rozlała mi się jej zawartość, jedną ręką nabyłem oficjalny meczowy program (jego poziom wymaga odrębnego omówienia) i udałem się na trybuny. System kontroli zmechanizowany zadziałał bardzo dobrze. Wszedłem do środka, gdzie dowiedziałem się, że moja otwarta butelka stanowi zagrożenie i muszę: a) wypić zawartość, b) wyrzucić od razu lub c) przelać do kubeczka, który przezornie (yes, yes, yes) wziąłem z budki „Van Sznycel” i który nie stanowi zagrożenia bezpieczeństwa. Dalej była już tylko bajka. Uprzejmi, schludni stewardzi i ochroniarze pokazali mi drogę do mojego sektora, miejsce było wolne, choć wokół obserwowałem dramatyczne zmagania ludzi, którym sprzedano podwójne bilety na te same miejsca. Kompletu jednak nie było i stewardzi rozładowywali bardzo sprawnie napięte sytuacje. Stadion jest po prostu piękny, widoczność znakomita (nie wiem tylko jak z miejsc pod samym dachem, bo siedzących tam ludzi nie mogłem moim słabym wzrokiem dojrzeć). Zapowiadał się  wspaniały wieczór. Na telebimach leciał żałosny mecz naszej młodzieżówki z Rosją więc zajrzałem na Twitter, gdzie zobaczyłem aktywną Panią Rzecznik. Trochę dla przeciwwagi wobec agresywnych i obelżywych okrzyków skierowanych wobec PZPN pozdrowiłem wykonującą swoją robotę Panią Rzeczniki i … dostałem odpowiedź. Fanem PZPN nie jestem ale lubię ludzi, którzy lubią to, co robią. Potem już tylko mecz i oklaskiwany Podolski (przy zejściu z boiska jednak wygwizdany) i wybuczany Klose (dlaczego?) Zauważyłem, że część kibiców gwizdała słysząc choćby słowo wypowiadane w języku Goethego, choćby był to stadionowy spiker. Jakaś alergia?

Stadion skonstruowany jest bardzo funkcjonalnie.  Przestronne foyer pod trybunami, czyste i obszerne toalety, możliwość spokojnej wymiany poglądów (przeszkadzał tylko beznadziejny hałas). szerokie, bezpieczne przejścia – stadion bardzo szybko się opróżnia. Można mieć zastrzeżenia tylko do projektu krzesełek i rzędów, które są zbyt blisko siebie. Chcąc dojść do swojego miejsca trzeba postawić na nogi cały rząd. Ale ogólne wrażenia bardzo, bardzo dobre. Super nagłośnienie, cztery telebimy – nie ma się do czego przyczepić.

Po meczu, w asyście święcącego reflektorem śmigłowca, po ciemku pomaszerowaliśmy dużą, wielotysięczną i zwartą grupą przez wspomniane ogródki działkowe. Po drodze, z bagażnika można było kupić u przedsiębiorczych rodaków puszeczkę piwa po 5 zł. Dla wycieńczonych prohibicją kibiców, rozemocjonowanych meczem nie była to zbyt wygórowana cena. Poza tym ciemność i te ogródki …  I śmigłowiec zamiast księżyca 🙂 Za ogródkami pozytywne zdziwienie – działająca komunikacja miejska, dużo policji, służby miejskie rozładowujące ruch. Wszystko wyglądało po prostu dobrze.

Tyle wrażeń w skrócie. Moim zdaniem wyglądało to dobrze ze strony miasta Gdańska, natomiast dramatyczna dystrybucja biletów i obsługa kibiców na stadionie, za którą odpowiadał (podobno) PZPN, pozostawia jeszcze wiele do życzenia.

I jeszcze jedno – oprócz pięknego meczu, dawno nie widziałem tak dobrze, mimo opisanych wyżej trudności, bawiących się ludzi. Yes, yes, yes !

Idziemy na wschód

Posted in Aktualności, Mecze, Piłka nożna, Polska-Niemcy - 6. 09. 2011 on Wrzesień 5, 2011 by prussport

Potwierdzenia nabycia biletu nadal brak. Firma biletowa nie odpowiada na maile. Za to otrzymałem wiadomości organizacyjne i … załamałem się. Oto one (z moim komentarzem):

Informacje organizacyjne dot. meczu Polska – Niemcy:

  • Bramy stadionu będą otwarte od godz.16:45,
  • Prosimy o przybycie na stadion z wyprzedze­niem w celu uniknięcia kolejek przy wejściach (czyli zakłada się od razu, że obsługa nie jest przygotowana do obsługi 40 000 ludzi)
  • Kibice, którzy podczas zakupu bilety wybrali opcję odbioru biletu w kasach na stadionie, powinni zabrać ze sobą wydruk potwierdzenia zakupu. Brak potwierdzenia uniemożliwi wejście na stadion. Odbiór biletów będzie możliwy po otwarciu bram stadionu o 16:45. (czyli będzie tzw. „Kongo”, bo większość z nas nie ma ani biletów ani potwierdzeń)
  • Na kibiców, którzy dotrą na stadion wcze­śniej, czekają atrakcje: występy tanecz­ne zespołu cheerleaderek, konkursy,(za PRL były orkiestry wojskowe i skoczkowie spadochronowi)
  • Od godz. 18:00 na telebimach wewnątrz sta­dionu transmitowany będzie na żywo mecz eliminacyjny do ME U-21 Polska – Rosja (żeby jeszcze piwko podali)
  • Dojazd samochodem do stadionu będzie możli­wy tylko po okazaniu przepustki parkingowej,
  • Wejście na teren meczu będzie możliwe po okazaniu biletu oraz dowodu tożsamości,
  • Na teren stadionu nie wolno wnosić, m.in.:

–        Parasolek ze sztywnym końcem,(a są z miękkim?)
–        Trąbek (wuwuzeli też nie?)
–        Profesjonalnych aparatów fotograficznych i kamer (a niby dlaczego? Z jakich wynika to przepisów i kto będzie oceniał, czy sprzęt jest profesjonalny czy nie? Ochroniarz?)
–        Banerów lub flag o wymiarach większych niż 2m x 1,5 m (kompletnie nie rozumiem)
–        Butelek, puszek oraz przedmiotów niebezpiecznych (to akurat rozumiem)

I jeszcze jedno:

Z uwagi na remont torowiska na Węźle Kliniczna, nie ma możliwości dojazdu tramwajem w bezpośredni rejon stadionu.

Biorąc pod uwagę nieuruchomioną kolejkę SKM i limitowane parkingi to chętni na mecz będą zasuwać pieszo, co organizatorzy przewidzieli bowiem:

 od godz. 16.30 zamknięte zostają dla ruchu ulice: Uczniowska i Marynarki Polskiej,
–        od godz. 17.30 zamknięte zostają dla ruchu ulice: Jana z Kolna, Kościuszki, Kochanowskiego, Gdańska, Twarda, Swojska, Starowiejska i Letnicka.

Zapowiada się niezła zabawa nie tylko dla uczestników meczu.

Polska-Cypr, czyli za wąskie boisko :)

Posted in Aktualności, Mecze, Piłka nożna, Polska-Cypr - 12. 04. 1987 on Wrzesień 4, 2011 by prussport

Już we wtorek mecz futbolowej reprezentacji Polski w Gdańsku. Nowy stadion, znakomity rywal, no i jeszcze emocje … związane z odbiorem zapłaconego już biletu. To przed nami i oczywiście wszystko opiszemy. Tymczasem trochę historii. Ostatni raz nasza kadra zagrała w Gdańsku 12. kwietnia 1987 r. Mecz historyczny, a jakże, zapamiętany głównie z powodu tłumaczeń selekcjonera, Wojciecha Łazarka. Rozczarowujący wynik 0:0 z kadrą Cypru (wtedy jeszcze wygrywaliśmy z cypryjskimi drużynami bez problemu) tłumaczył on za wąskim boiskiem przy Traugutta, co ułatwiało dzielnym Cypryjczykom obronę.  Pamiętam dość pochmurny dzień, stadion wypełniony po brzegi. Z mojego nie najlepszego miejsca za bramką widziałem bezskuteczne walenie głową w mur naszych reprezentantów, grających w składzie:

Jacek Kazimierski – Waldemar Prusik, Paweł Król, Dariusz Wdowczyk – Jan Urban, Jerzy Wijas, Dariusz Dziekanowski (Leszek Iwanicki 66), Jan Karaś – Mirosław Okoński, Jan Furtok (Jacek Bayer 46), Włodzimierz Smolarek

Ustawienie było ofensywne, piłkarze znakomici ale wynik … był wielkim rozczarowaniem, które pamiętam do dziś. Nastawialiśmy się wtedy na zwycięstwo ale jak patrzę na to po latach to boisko było nie tylko wąskie ale w jakiej jakości. Zresztą poniżej parę fragmentów:

Jak zwykle w Gdańsku mecz miał polityczne podteksty. Pełno było milicji, wojska a piłkę podawali między innymi rugbiści Lechii, którzy mieli usuwać polityczne transparenty. A poza tym (podobno) Okońskiemu podczas meczu ukradziono samochód. Oj działo się … ale poza boiskiem. Oby we wtorek działo się głównie na boisku.

Śląsk vs Gdańsk w 1946

Posted in Kluby i drużyny, Lechia Gdańsk, Mecze on Lipiec 10, 2011 by prussport

Tuż po wojnie duże znaczenie dla kontaktów drużyn piłkarskich z różnych regionów kraju miały spotkania towarzyskie. Nie było jeszcze ogólnopolskiej ligi. Rozgrywane one były w różnych konfiguracjach. Regiony i miasta wystawiały swoje reprezentacje lub były to po prostu potyczki klubowe. W 1946 r. doszło do ciekawej konfrontacji Gdańska i Śląska.  Górny Śląsk to była piłkarska potęga, jak napisał kiedyś prof. Marek Andrzejewski (w odniesieniu do lat 50- i 60-tych), wylęgarnia talentów – taka „Argentyna polskiego futbolu” (pozdrowienia dla Czadobloga!).

W maju 1946 gdańska reprezentacja piłkarska wybrała się na mecz do Chorzowa aby zmierzyć swoje siły z ekipą  Śląska. Skład wyglądał następująco: Rzewiński (Rzewnicki?) (Gedania), Lasota (Lechia), Żytniak (Lechia), Komorski (Gedania), Gajewski (Gedania), Nierychło (Lechia), Dziekański (Lechia), Kokot (Lechia), Pochopin (Lechia), Bartolik (Gedania) i Kobylański (Gedania). Mimo towarzyskiego charakteru spotkanie było bardzo zacięte i obfitowało w ostre starcia. Wynik jednak nie pozostawił wątpliwości, kto jest lepszy – 4:1 dla Śląska (honorowy gol Bartolika).

Jesienią tego samego roku (na początku września), przed sezonem 1946/47 w Gdańsku gościła ekipa Polonii Bytom. mecz wywołał duże zainteresowanie publiczności, która zjawiła się w liczbie 5 tys. I tym razem górą byli Ślązacy, którzy wygrali w stosunku 2:0. Skład Lechii: Łoś, Lasota, Nowakowski, Nierychło, Kamzela, H. Kokot, Kupcewicz (Skowroński), Grządziel, Pochopin, A. Kokot, Dziekański.

%d blogerów lubi to: